Dołącz do naszej społeczności!

O projektodawcy

Radosław Sawicki

Radosław Sawicki

Parszczenica, Polska

(...)

Napisz wiadomość do Projektodawcy

2104 PLN z 3000 PLN

45 Wspierający

14 dni do zakończenia

Aby otrzymać środki, projekt musi osiągnąć minimum 100% finansowania (model "wszystko albo nic") do 08.03.2018 22:10

Śmierć Katarzyna i inne opowiadania

O projekcie

Postanowiłem wydać drukiem swoje opowiadania. To bardzo osobisty projekt, którego realizacja stanowi dla mnie formę terapii. Albo raczej rehabilitacji pourazowej. Parę spraw sypnęło mi się w ostatnich latach, ale dzięki temu odważnie zanurkowalem do dna swojej męskiej intuicji oraz, wkrótce potem, z równie dużą odwagą wzniosłem się na wyżyny szczerości. Tam, będąc sam, napisałem większość opowiadań, których książkowe wydanie nadchodzi. Myślę, że będzie to także terapia i rehabilitacja dla czytelników mojego dzieła :-)

 

W opowiadaniach piszę o swym człowieczym, ułomnym bycie, ale bynajmniej nie dołuję. Jest refleksyjnie, ale raczej na wesoło. Subtelne tło dla moich licznych przygód stanowi bliska mi ideologia anarchistyczna oraz wyimaginowany świat równoległy, w którym wszystko jest możliwe. Na przykład spotkania i rozmowy z piękną i roztropną śmiercią Katarzyną. W moich opowiadaniach jest wszystko to, co wzbudza u ludzi najwięcej gwałtownych emocji: alkohol, sex i przemoc :-) Oraz mnóstwo znaków zapytania.

W myśl starej punkowej zasady D.I.Y. (do it yourself) chcę wydać i dystrybuować książkę bez udziału podmiotów pośredniczących (wydawnictwo, księgarnie). Zależy mi na bezpośredniej relacji z czytelnikami (tak jest taniej i przyjemniej), stąd pomysł na crowdfundingowe finansowanie przedsięwzięcia, stanowiące w zasadzie formę przedpłat na zakup materializującego się powoli dzieła pt. "Śmierć Katarzyna i inne opowiadania". Koleżanko, kolego, będzie mi bardzo miło jak sypniesz groszem, a Tobie będzie równie miło jak na wiosnę otrzymasz moją książkę. Planowany termin wydania książki i wysyłki to druga połowa marca 2018 roku.

 

Planuję wydać swoją twórczość w nakładzie co najmniej 300 egzemplarzy. Planowana objętość to nieco ponad 100 stron, format A5. Koszty, jakie muszę ponieść, to korekta tekstu, projekt okładki, skład całości, druk i potem wysyłka do darczyńców. Jest to do ogarnięcia i wierzę mocno w sukces przedsięwzięcia. Jeśli ludzkość pozytywnie mnie zaskoczy i zbiorę więcej kasy niż minimalny próg, to wówczas w świat pójdzie więcej książek. Na co liczę.

 

Nazywam się Radosław Sawicki i to nie jest mój debiut wydawniczy. W 2003 roku wydałem tomik młodzieńczej poezji (format A6, skan okładki poniżej, objętość 44 strony), który stanowić będzie nagrodę (albo karę) dla bardziej hojnych darczyńców. Mam 40 lat. Robię w życiu to co lubię i umiem. Byłbym zapewne bardzo szczęśliwy w tej komfortowej sytuacji, gdyby nie doskwierająca mi (nad)wrażliwość na sprawy społeczne i kwestie ekologiczne. W wolnych od pracy zarobkowej chwilach działam w różnych organizacjach i walczę o lepszy świat. Jestem zatem umiarkowanie szczęśliwym tzw. działaczem pozarządowym. Gdy się tym działaniem zmęczę, to piję piwa rzemieślnicze. I piszę kolejne opowiadania :-)

Zbiór opowiadań, który planuję obecnie wydać (papier oraz pdf) oraz tomik zbuntowanej poezji sprzed lat - to będą główne nagrody dla darczyńców. Dla najbardziej hojnych przygotuję także dedykowane T-shirty.

 

Sporo mojej prozatorskiej twórczości znajduje się na fejsbookowym profilu Anarchofantasy. Są tam opowiadania wrzucane na gorąco; bez korekty i obróbki. Zatem to nie jest dokładnie to, co będzie w papierowym wydawnictwie. Ale daje wyobrażenie o zawartości książki, która nadchodzi.

 

Fragment opowiadania "Czerwona lawa w czarnym kamieniu":

 

Rozpaloną głowę studziłem zimnymi drinkami.

- Gin z tonikiem jeszcze raz poproszę! – zawołałem do barmana.

- Nie pij tyle, chodź zatańczyć lepiej – poprosiła Basia.

Nie miałem ochoty na tańce. Wyrwany z płonących gruzów getta warszawskiego wprost na plaże Teneryfy, czułem się rozdarty. W pustych butelkach po piwach, stojących na stolikach obok, widziałem oczyma wyobraźni koktajle Mołotowa. Wyłapując z tłumu dialogi niemieckich turystów, słyszałem rozkazy Jürgena Stroopa, kata Warszawy. Czułem się jak duch Marka Edelmana.

- No chodź! – nalegała Basia. – Chumbawamba leci! Zatańcz ze mną!

Szedłem na parkiet w powstańczym nastroju. Z zaciśniętymi w pięści dłońmi. Z marsem wyraźnie zarysowanym na czole i gniewnymi iskrami w oczach. Byłem wciąż wkurwiony o to, że Michał Klepfisz oddał swoje młode życie w drugim dniu powstania w warszawskim getcie. Owdowił żonę i osierocił córkę. Nie mogłem się radować i tańczyć kiedy przed oczyma wciąż miałem widok płonących budynków warszawskiego getta, zwęglonych ludzkich zwłok i wychudzonych, przerażonych twarzy tych, co jeszcze żyli. Szedłem więc na parkiet jak na rozstrzelanie. I wówczas pojawił się on. Koleś w podkoszulku z podobizną Francisco Franco.

- I get knocked down, but I get up again. You nay ever gonna keep me down – brzmiała z głośników piosenka Chumbawamby.

Trzasnąłem kolesia bez zapowiedzi prawą pięścią w podbródek. Upuścił niesioną w dłoni szklankę i cofnął się o kilka kroków. Dobiegłem do niego i sprzedałem mu kopa w brzuch. Zgiął się wpół, a ja kolanem złamałem mu nos. Koleś runął na ziemię.

- No pasaran! – szepnąłem.

 

Fragment opowiadania "Pocałunek śmierci":

 

Z gramofonu popłynęło rzewne tango. Odsunąłem krzesło, wstałem od stolika i kłaniając się grzecznie poprosiłem Katarzynę do tańca. Klucząc pomiędzy krzesłami przedarliśmy się na parkiet. Podczas tańca wypytywałem Katarzynę o Różę, która w oczywisty sposób uwodziła mnie od pierwszych chwil naszej znajomości.

- Róża przed śmiercią była podobno kurtyzaną – szepnęła mi do ucha Katarzyna. – Uważaj na nią. Chce cię schrupać – zaśmiała się.

- Odbijany! – zawołała Róża, która nieopodal nas tańczyła z Magnusem.

Położyła moją prawą dłoń na swoim biodrze, zaś lewą oplotła palcami swojej prawej dłoni. Popatrzyła mi w oczy.

- Czy wiesz, że oboje mamy zielone oczy? – zapytała.

- Tak, wiem – odparłem.

- A czy wiesz, że od wypitego wina robi mi się coraz bardziej gorąco i wkrótce będę musiała opuścić tę przesadnie nagrzaną salę? – zwróciła się do mnie z kolejnym pytaniem, nie przestając świdrować mnie zalotnym spojrzeniem.

- Tego nie wiedziałem – odparłem.

- A tobie nie jest za ciepło?

- Nie, jest mi w sam raz.

Skończyła się piosenka i wróciliśmy do stolika.

- Zazdroszczę Katarzynie tego, że może cię odwiedzać w każdą środę. Chętnie bym się z nią zamieniła. Świetnie tańczysz, a podobno w środowe wieczory często to robicie.

- Tak, to prawda – potwierdziłem. – Dość często tańczymy.

- Co jeszcze śmiertelnik może robić ze śmiercią, kiedy opadła dzieląca ich kurtyna? – dociekała Róża.

- Nic z rzeczy, o których myślisz – wtrąciła się Katarzyna.

- Ach, co za purytański z was duecik – zaśmiała się szczebiotka. – Doprawdy, nie pojmuję waszej dziwnej przyjaźni.

 

Gdyby ktoś zapragnął porozmawiać ze mną osobiście lub napisać do mnie list, podaję namiary: tel. 660040248, e-mail: dublin77@gmail.com.

Media o Twoim projekcie:

Radek Sawicki tym razem chwycił za pióro. Ma plan

www.pomorska.pl | 2018-01-25

Radek Sawicki, obrońca praw zwierząt, znany z wielu akcji w Chojnicach, obecnie zaangażowany w protest przeciwko Rzeczpospolitej Myśliwskiej, działacz społeczny i twórca Muzeum Mitologii Słowiańskiej w Owidzu koło Starogardu Gdańskiego chce wydać swoje opowiadania. - To bardzo osobisty projekt - mów