Dołącz do naszej społeczności!

O projektodawcy

Justyna Gaworska

Justyna Gaworska

Łódź, Polska

Cześć, mam na imię Justyna i lubię opowiadać historie.
W roku 2016 wydałam swoją pierwszą książkę pt. "American Daydream". Teraz chciałabym opublikować "Pokolenia Erasmusa". Obie książki są oparte na prawdziwych wydarzeniach i opisują przygody podczas studenckiego życia za granicą.

Hi, my name is Justyna and I like telling stories. In 2016 I published my first book entitled "American Daydream". Now I'd like to release "Erasmus Generation". Both books are based on true stories - my adventures while leaving abroad.

Napisz wiadomość do Projektodawcy

93 Wspierający

107% Postęp

6472 PLN z 6000 PLN

Udany! Cel osiągnięty

Aby otrzymać środki, projekt musi osiągnąć minimum 100% finansowania (model "wszystko albo nic") do 08.11.2017 22:10

Wydanie książki 'Pokolenie Erasmusa'

This project is also available in english version. Click here to change language

O projekcie

 

 

http://cdn.downdetector.com/static/uploads/c/300/d4343/FB-f-Logo__blue_512.png               https://imagazine.pl/wp-content/uploads/2012/12/instagram_ikona.jpg

Geneza: Książka jest historią ze studenckiej wymiany we Włoszech i została napisana na postawie prawdziwych wydarzeń.

 

Obsada: Justyna, Gosia, Lorenzo oraz międzynarodowe grono studentów.

 

Cel: Zachęcenie młodych ludzi do korzystania z wymian i projektów międzynarodowych oraz przedstawienie jaką wartość może nieść za sobą Erasmus.

 

Książka będzie miała około 120 stron i 21 zdjęć (wykonanych przez dwóch pasjonatów fotografii, których poznałam na Erasmusie). Zostanie wydana pod patronatem Erasmus Student Network Polska.

 

"Pokolenie Erasmusa" to książkowa uczta dla spragnionych przygód i wykorzystywania okazji przytrafiających się w życiu tylko raz - opowieść o młodych ludziach z różnych zakątków świata, którzy przyjechali na studencką wymianę do Pizy. To garść inspiracji i szczypta włoskiej kultury, doprawiona badawczym spojrzeniem na studentów XXI wieku.

 

UWAGA: NIE PLANUJĘ SPRZEDAŻY KSIĄŻKI PRZEZ KSIĘGARNIE. NA TEN MOMENT ZAKUP KSIĄŻKI BĘDZIE MOŻLIWY WYŁĄCZNIE POPRZEZ WSPARCIE TEGO PROJEKTU.

 

- zastanawiasz się, czy warto doprawić studenckie życie odrobiną przygody w postaci wyjazdu na wymianę zagraniczną;

- wyjeżdżasz na Erasmusa lub inną wymianę studencką;

- jako student uczyłeś się za granicą i chcesz, aby ta lektura przypomniała Ci smak Twoich własnych przygód;

- przepadasz za podróżowaniem lub włoską kulturą.

 

Program wymiany studenckiej Erasmus jest jedną z wielu możliwości studiowania za granicą, jakie oferują obecnie uczelnie wyższe. Dlaczego warto te możliwości wykorzystywać? Dlatego, że jest to prosty przepis na:

- usamodzielnienie się i zyskanie odwagi do podejmowania nowych wyzwań;

- studiowanie na najlepszych europejskich uczelniach;

- poszerzanie horyzontów i otwarcie się na świat;

- naukę języków obcych - dużo bardziej efektywną niż standardowe lekcje w szkole i na uczelni;

- podróżowanie, poznawanie innych kultur oraz ludzi z całego świata;

- zyskanie wiedzy, kompetencji i kontaktów, które w przyszłości mogą pomóc w znalezieniu wymarzonej pracy lub założeniu własnej frmy;

- ...i wreszcie studia za granicą to prosty przepis na przygodę pełną wrażeń, przyjaźni i wspomnień na długie lata.

 

Książka została napisana po to, aby zachęcić młodych ludzi do korzystania z możliwości jakie dają dzisiaj uczelnie. Świetnie nadaje się na zimowe wieczory, wyśmienicie komponuje się również z letnim słońcem, a najlepiej smakuje w pobliżu terminów rekrutacji na Erasmusa.


„Pokolenie Erasmusa“ to przykład tego, jak może wyglądać życie na zagranicznym stypendium i jak różni ludzie w różny sposób mogą odbierać erasmusową rzeczywistość. W końcu każdy ma swój własny smak i gust, a o gustach się nie dyskutuje, prawda?

 

1.

„Weszliśmy do starego mieszkania, pełnego ciemnobrązowych mebli. Staromodnie urządzone wnętrze przypominało nieco te w polskich kamienicach. Na półkach stało mnóstwo książek, był też gramofon, a między naszymi nogami co jakiś czas przebiegał czarno-rudy kot. W pomieszczeniu obok znajdowała się kuchnia, a w niej lodówka od góry do dołu przyozdobiona magnesami z różnych części Europy.
– Widzę, że państwo mają dusze podróżników, jak na couchsurferów przystało – powiedziałam.
– Lubimy jeździć, zwiedzać, poznawać nowych ludzi – odpowiedziała Kasia. – Marco jeśli bierze udział w zawodach biegowych, to właściwie tylko za granicą. Biegał już półmaratony w Belgii, Hiszpanii, na Malcie... No ale dobrze, słuchajcie, czy możemy podać kolację za piętnaście minut?
– Pewnie – odpowiedzieliśmy ucieszeni, bo burczało nam już w brzuchach.
Na początek podano przystawkę. Były to pomidorki koktajlowe z mozarellą i bazylią, czyli soczysta zieleń, mocna czerwień i okrągła biel nadziane na długą wykałaczkę. Rolę przypraw odgrywały jazzowe brzmienia. W drugiej kolejności podano małe ziemniaczane kotleciki w panierce. Miękkie, delikatne, zupełnie jak muzyka w tle. Tuż po nich długi makaron spaghetti z domowym pesto. Zmielona bazylia, migdały i czosnek z dodatkiem oliwy tworzyły pyszną i niezwykle aromatyczną zieleń. Do tego wino, dużo czerwonego wina. Do muzyki już na początku uczty dołączył charakterystyczny dźwięk pyknięć korków, które jeden po drugim wyskakiwały z ko-lejnych szklanych szyjek. Wina ubywało szybko, ale czas płynął wolno, niespiesznie. Gawędziliśmy o Rzymie, muzyce, jedzeniu i podróżach. Udało nam się namówić Marca na krótki pokaz jego umiejętności muzycznych. Przyniósł malutki instrument, ukulele, i uraczył nas kilkoma delikatnymi brzmieniami, próbował też nauczyć mnie podstawowych nut. W końcu odłożyłam sztućce po ostatnim kęsie makaronu, zadowolona, że udało mi się zmieścić wszystko w żołądku. Jednak chwilę później na stole pojawił się jeszcze talerz sałaty, a zaraz po nim deser, przypominający nieco polskie faworki. Jedzenie było wyśmienite, ale miałam wrażenie, że repertuar szefa kuchni nigdy się nie skończy."

 

 2.

"Imigranci na każdym kroku sprzedawali selfiesticki, niezbędne turystom do wykonania fotografii samych siebie. Tłum mienił się jaskrawozielonymi, czerwonymi i żółtymi kijkami, które co chwilę wystrzeliwały w powietrze i wyzwalały na twarzach ich posiadaczy szerokie uśmiechy. Internet pękał później w szwach od zdjęć turystów, obwieszczających światu, że oni też stanęli pod słynną wieżą. Pewna Azjatka krążyła z selfiestickiem po placu dobre czterdzieści minut. Długie czarne włosy miała idealnie rozczesane, połyskujące nowością skórzane buty nieskazitelnie czyste, kremowe spodnie zgrabnie opinały się na pośladkach. Owe pośladki starała się ustawić w odpowiednim miejscu w kadrze, upewniając się jednocześnie, że na zdjęciu wyglądają wystarczająco korzystnie. Próbowała z jednego profilu, z drugiego, z góry, z dołu. W końcu usiadła, a telefon postawiła na własnej torebce. Udawała, że podtrzymuje Krzywą Wieżę nogą. W jednej chwili pełną powagi twarz przyozdabiała zalotnym uśmiechem. Próbowała też fotograficznego szczęścia na barierce, pod samą wieżą, na trawniku i na chodniku pomiędzy trawnikami. Kiedy przechodziłam obok, słyszałam tylko: klik, klik, klik."

 

 3.

"– Dziewczyny, widziałyście to?! – Tuż za sobą usłyszałam podekscytowany szept Ivony.
– Co? – Rozejrzałam się, ale nie dostrzegłam nic ekscytującego ani w pociągu, ani za oknem.
– No dobra, teraz stanął tyłem. Spójrzcie na niego, jak się odwróci. – Delikatnym ruchem głowy wskazała na sam koniec wagonu, gdzie stał mężczyzna w garniturze. – Konduktor. Ale jaki!
Ów konduktor najwidoczniej był czymś zajęty, bo dość długo nie odwracał się w naszą stronę. Gosia wróciła więc do pisania SMS-a, a ja do słuchania muzyki. Kilka chwil później Ivona szturchnęła mnie łokciem. Natychmiast otworzyłam oczy i zaczęłam się rozglądać, próbując odnaleźć powód szturchnięcia. Okazał się nim nikt inny jak...
– Dzień dobry, jak się dziś miewacie? Bileciki do kontroli poproszę – powiedział z hollywoodzkim uśmiechem na twarzy pracownik Trenitalia, ten sam, którego plecy zdążyłyśmy już poznać kilka minut wcześniej. Miał duże ciemne oczy, długie rzęsy, delikatny zarost, idealnie białe zęby i porażający uśmiech. Elegancki uniform z czer-wonym krawatem doskonaLe podkreślał wszystkie atuty jego urody. Od samego początku mówił do nas po angielsku, prawdopodobnie usłyszał, że nie rozmawiałyśmy w jego ojczystym języku lub był na tyle spostrzegawczy, że rozpoznał nasz niewłoski wygląd.

(...)
Potrzebowałam kilku sekund na przetworzenie bodźców, które po wybudzeniu z pół-snu docierały do mnie jakby w zwolnionym tempie. W końcu wyciągnęłam z kieszeni swój bilet i podałam konduktorowi. Kiedy ten odczytywał datę i godzinę zerknęłam na Ivonę i z trudem powstrzymałam się od parsknięcia śmiechem. Koleżanka wpatrywała się w mężczyznę jak w obrazek i najwidoczniej odebrało jej mowę. Znałam ją już na tyle, by wiedzieć, że właśnie stało obok nas ucieleśnienie wszystkich jej marzeń związanych z płcią przeciwną. Jeszcze jej nie widziałam w takim stanie.

(...)
Staliśmy na środku stacji, mężczyzna w uniformie i trzy zmęczone turystki z plecakami, otaczające go półkolem, wpatrujące się w jego twarz i zapraszające na wspólny wieczór. Konduktor był zdezorientowany, ale świetnie sobie radził.
- No wiesz, jesteśmy tu tylko na dwa dni, fajnie byłoby poznać kogoś lokalnego – dodała Gosia.
- Miałem nocować w hotelu, trochę mnie zaskoczyłyście. Ale właściwie czemu nie. Ok, spotkajmy się.”

 

Dlatego, że jest to świetna forma przedsprzedaży – kupujesz książkę zanim jeszcze zostanie ona wydana, dzięki czemu projekt może w ogóle dojść do skutku (jestem w stanie go sfinansować). Potraktuj fragmenty powyżej jako przystawkę :)
Co ważne, nic przy tym nie ryzykujesz. Jeśli nie uzbieramy potrzebnej kwoty, każdy wspierający dostanie zwrot swoich pieniędzy na konto. Tak jest, co do złotówki.



Jeśli wiarygodność tego przedsięwzięcia budzi Twoje wątpliwości, sprawdź moją pierwszą publikację. Wydałam już jedną książkę dzięki zbiórce na polakpotrafi.pl - wszyscy wspierający otrzymali swoje egzemplarze i nagrody zgodnie z obietnicą, a książka znajduje się obecnie w Empiku (tytuł: "American Daydream").

 



 

Od momentu uzbierania potrzebnej kwoty książkę planuję wydać w ciągu dwóch miesięcy. Przepis wygląda następująco (wydanie obejmuje):
- korektę i edycję;
- projekt okładki;
- skład, łamanie i druk;
- wysyłkę książek i innych nagród do wspierających.


Dlatego, że mamy sporo kosztów do pokrycia. Poszczególne kawałki kolorowego tortu poniżej przedstawiają orientacyjne rozłożenie wydatków na poszczególne składniki.




Suma: 6000 zł

Informacja dla tych, którzy wsparli mój poprzedni projekt: jest to kwota sporo niższa niż ostatnio, a to dzięki temu, że tym razem cały projekt wydania książki od A do Z organizuję sama, bez pośrednictwa zewnętrznego wydawnictwa. Pozwoli mi to przede wszystkim na zmniejszenie kosztów, ale również na zyskanie większej satysfakcji z projektu. Jeśli oczywiście zakończy się on sukcesem (a z Twoją pomocą na pewno tak się stanie:) ).


Według prostej zasady crowdfundingu im więcej pieniędzy zbierzemy, tym lepsza będzie książka. To co, dodamy dodatkowe składniki dla polepszenia smaku?

Próg 1 – książka zostanie wydana z kolorowymi zdjęciami



Próg 2 – książka zostanie przetłumaczona na język angielski (jeśli wybrałeś nagrody, wśród których jest egzemplarz książki będzie mógł również poprosić  wysyłkę anglojęzycznej wersji - będzie to PDF lub ebook).

 

Poniżej przedstawiam zdjęcia przykładowych nagród:

 

 

 

 

DO WSZYSTKICH NAGRÓD WLICZONY JEST KOSZT WYSYŁKI NA TERENIE POLSKI. KOSZT WYSYŁKI ZA GRANICĘ POKRYWA WSPIERAJĄCY.


Masz jakiekolwiek pytania (dotyczące treści książki, projektu, wydania lub po prostu masz ochotę powiedzieć „cześć”? Napisz do mnie, chętnie odpowiem.