Dołącz do naszej społeczności!

O projektodawcy

Tomek Proper

Tomek Proper

Warszawa, Polska

O sobie zawsze pisze się najtrudniej. Bo niby jak tu zachować skromność i przyzwoitość, a jednocześnie zachęcić innych, by nas wsparli? Postaram się więc, żeby było krótko i treściwie. Niespełna czterdziestoletni, były oficer wywiadu, któremu służba nie zdołała skrzywić psychiki na tyle mocno, by zapomniał o marzeniach. A ponieważ marzenia to najwspanialsza z rzeczy, które można mieć w życiu zupełnie za darmo, dlatego wciąż marzę. Czasem bardzo finezyjnie, szczegółowo i z rozmachem. Innym razem przelotnie i przyziemnie. I nigdy nie żałowałem żadnej poświęconej marzeniom chwili.

Napisz wiadomość do Projektodawcy

7441 PLN z 25000 PLN

66 Wspierający

Zakończony Cel nie został osiągnięty

Aby otrzymać środki, projekt musi osiągnąć minimum 100% finansowania (model "wszystko albo nic") do 11.04.2018 22:10

Książka pod tajnym tytułem

O projekcie

Szanowni Państwo,

 

    Podobno, aby przyciągnąć naszą uwagę wystarczy choć na chwilę wyróżnić się z otoczenia. Aby ją jednak zatrzymac na dłużej, trzeba systematycznie podnosić poprzeczkę. Zatem trzy, cztery, start! Na Polakpotrafi.pl pojawiłem się, ponieważ to po pierwsze znakomita okazja, by już na wstępie dowiedzieć się, czy moja książka wzbudzi zainteresowanie osób postronnych. Po drugie, nie oszukujmy się, zebranie funduszy na realizację literackich marzeń, kiedy nie jest się osobą rozpoznawalną, to zadanie trudniejsze niż samo napisanie powieści. Wiem, że wśród Was znajdę jednak ludzi, którzy nie zamykają się na to co nowe i nieznane i wiedzą, że bez odrobiny zdrowego ryzyka, żadna idea nie miała by szansy zaistnieć. Na początek proszę więc o zainwestowanie paru chwil. Może one sprawią, że postanowicie wyrazić swoje wsparcie również w bardziej namacalny sposób. Zapraszam do zapoznania z moim projektem.   

 

     

Skąd mi się to wzięło?

 

   Od wielu lat chodził za mną pomysł napisania książki. Jak to jednak z pomysłami bywa, myślenie o nich przychodzi dużo łatwiej niż ich realizacja. W końcu jednak, czas temu jakiś, odeszła w niepamięć „zabawa starych chłopów w Indian”, jak pracę w polskim wywiadzie określał jeden z moich kolegów. Wtedy pomyślałem, że to dobry moment, by zrealizować kolejne marzenie. Zrobiłem więc drinka, usiadłem na kanapie z komputerem na kolanach i zacząłem pisać. W ten sposób powstał nieco pokręcony i odrealniony świat, w którym ożyli moi bohaterowie.

 

      Kim jestem?

 

    Można wymyślać miejsca, bohaterów i ich przygody, a nawet formułować spiskowe teorie dziejów. Kiedy jednak przychodzi do opisu samego siebie, przed oczami pojawia się czteroliterowe słowo i bynajmniej nie oznacza, że uważamy się za bardzo atrakcyjnego. Po prostu, o sobie tylko w CV pisze się szybko i konkretnie. Przez kilkanaście lat byłem oficerem polskiego wywiadu. Jednak w przeciwieństwie do innych, byłych oficerów tej służby, postanowiłem, że mój literacki debiut nie będzie nawiązywał do mojej zawodowej przeszłości. Po części dlatego, że taka literatura ma zazwyczaj niewiele wspólnego z rzeczywistością. Po drugie, w ciągu tych przepracowanych lat, zrobiłem tyle znaczących rzeczy, że możnaby je policzyć na palcach jednej ręki. I myślę, że gdyby pieniądze przeznaczane na polskie słyżby specjalne wrzucić do sieczkarni, a to co zostanie rozrzucić, jako konfetti w trakcie dowolnej imprezy, to byłoby to bardziej efektowne i pewnie równie pożyteczne. Oczywiście skłamałbym, mówiąc że w trakcie pracy nigdy nie miałem z niej frajdy, a dreszczyk emocji po plecach nie przebiegł. Przebiegł i to nie raz. Nie raz też zasypiałem z uśmiechem i z nim się budziłem. A wszystko to dlatego, że wiedziałem, że rano idę do pracy. Pracy, z której wciąż zostało mi doszukiwanie się drugiego dna, nawet w misce zupy, zamiłowanie do podróży, fotografii i poznawania nowych ludzi. Wybaczcie, że ukrywam swój wizerunek i posługuję się pseudonimem. Wynika to z faktu, że choć moja praca w służbach specjalnych jest już przeszłością, wciąż jednak zawodowo robię to, czego się tam nauczyłem. A aby robić to dobrze, musze w miarę możliwości pozostać na tyle anonimowy, na ile jest to dziś możliwe. 

 

   O czym piszę?

 

   Książka, którą chciałbym dzięki Wam wydać, to historia luźno oparta na znanej wszystkim powieści Lymana Franka Bauma, pod tytułem "Czarnoksiężnik z Krainy Oz". Każdy z nas kojarzy zapewne jej bohaterów: Dorotkę, Blaszanego Drwala i Stracha na Wróble. Pojawiają się oni również w mojej historii, choć w tym przypadku ich przygody zdecydowanie nie nadają się do czytania dzieciom na dobranoc. Dorotka jest niewiastą słusznych rozmiarów, o urodzie nienachalnej i naturze dosyć porywczej, potęgowanej zamiłowaniem do alkoholu. Wraz ze swoim pomocnikiem, robotem o imieniu Spaw, prowadzi na skraju lasu tartak, a na jego tyłach bimbrownię. Ponieważ proceder to niebezpieczny, pewnego jesiennego poranka fabryczka eksploduje w trakcie rozruchu, przenosząc bohaterów do krainy, w której żelazą ręką sprawuje rządy pewien mściwy satrapa wzrostu nikczemnego, którego wspiera tajemnicza postać każąca mówić do siebie Ojcze Czarodzieju. Para bohaterów, początkowo zainteresowana jak najszybszym powrotem do domu, poznaje w trakcie nieplanowanej wyprawy trójkę niezwykłych postaci. Wszystko to, z czasem owocuje planem obalenia tyranii. Tyle po krótce i tytułem wstępu. Jeśli ktoś z Was zauważył w powyższym streszczeniu pewne nawiązania do naszej, rodzimej rzeczywistości, to są one jak najbardziej zamierzone, a w samej książce, jak i zamieszczonych poniżej fragmentach znajdzie ich z pewnością o wiele więcej. Jeden z moich przyjaciów powiedział, że moja powieść przypomina mu twórczość Terry Pratchett'a. Nie wiem, czy Terry byłby tym porównaniem równie zachwycony, co ja, ale myślę, że chyba by się nie obraził.

     W tym miejscu chciałbym podkreślić, że choć z całą pewnością odnajdziecie w mojej twórczości odniesienia do tego, co dzieje się w kraju nad Wisłą, to sam jestem bardzo daleki od politykowania i narzucania poglądów innym. Tak samo jak Wy, jestem jednak częścią tej wariackiej karuzeli, z której z dnia na dzień co raz trudniej zejść. Może warto więc, jak mistrz tematyki - Stanisław Bareja, spojrzeć na świat z przymrużonymi oczami. Głupota ma bowiem to do siebie, że nie znosi, kiedy ktoś się z niej śmieje. Paradoksalnie również, czasem trzeba zmrużyć oczy, żeby dostrzec więcej szczegółów.

   

Dlaczego akurat tu?   

 

   Zapewne tak samo, jak każdy początkujący autor, uważam że moja książka jest warta wydania. I jak każdy początkujący autor będę Was zapewniał, że całe grono moich bliskich, przyjaciół i osób, które w jakiejś mierze uznaję za autorytety, twierdzi że czytało im się mnie znakomicie. Bo choćbym ich na kolanach błagał, by byli ze mną szczerzy, zawsze powiedzą to, co chciałbym usłyszeć. Tak to już jest z przyjaciółmi. Najważniejsze jest jednak to, że moja książka wyśmiewa pewne elementy naszej rzeczywistości w stopniu, w którym nikt tego do tej pory nie robił. I choć pisana jest językiem dalekim od poetyckiego, to jestem pewien, że nie jest ani zanadto wulgarna, ani w jakikolwiek sposób obraźliwa. Jest w pewnej mierze sprzeciwem normalnego człowieka, wobec czynienia go na siłę trybikiem i wmawiania, że jest nieistotnym elementem wielkiej maszyny. Jestem istotny. Tak samo, jak każdy z nas. A ponieważ, z racji mojej zawodowej przeszłości, nauczyłem się, że nie robiąc nic, czyni się czasem wiele złego, dlatego zdecydowałem się poprosić o wsparcie na Polakpotrafi.pl I jestem pewien, że kiedy siądziecie wygodnie w fotelu, trzymając w ręku wydrukowany między innymi dzięki Wam, egzemplarz mojej książki, powiecie sobie szczerze, że było warto. 

 

Zapraszam do zapoznania z małą próbką przygód Nieważki i jej przyjaciół

 

   

 

   Co chciałbym zrobić z otrzymanym od Was wsparciem?

 

     25000 złotych, to kwota, jakiej potrzeba na edycję, korektę, złożenie i wydrukowanie do 2000 egzemplarzy 350 stronnicowej książki w formacie A5 i miekkiej oprawie. Myślę, że ze względu na tematykę oraz sposób, w jaki napisałem tę książkę, ma ona szansę zaskarbić sobie nie tylko sympatię czytelników, ale również pokazać, że potrafimy śmiać się z każdej głupoty, nawet tej "made in Poland". A śmiech jest nam teraz bardzo potrzebny. Bo śmiech, jak nic innego, potrafi nas zjednoczyć w stopniu, którego żadna głupota nie będzie w stanie złamać.

    W przypadku, gdyby dzieki Waszej hojności udało mi się zgromadzić kwotę większą, niż zaplanowana w założeniach projektu, nadwyżkę przeznaczę na rozszerzenie kampanii promocyjnej i ewentualne wydrukowanie większej ilości egzemplarzy. Chciałbym w ten sposób dotrzeć do jak największej liczby osób, które podobnie jak ja, nie zgadzają się na ograniczanie ich roli w kształtowaniu wspólnej rzeczywistości.