Dołącz do naszej społeczności!

O projektodawcy

Tomek Michniewicz

Tomek Michniewicz

Warszawa, Polska

Tomek Michniewicz – dziennikarz, reportażysta, fotograf, organizator wypraw i ekspedycji. Autor trzech bestsellerowych, nagradzanych reportaży książkowych: „Samsara”, “Gorączka. W świecie poszukiwaczy skarbów” i “Swoją drogą”.

Autor programu “Inny świat” w telewizji TTV, audycji “Reszta świata” w Jedynce, a wcześniej “Trójka Przekracza Granice” w Trójce, redaktor naczelny serwisu podróżniczego KoniecŚwiata.net.

Laureat czterech statuetek na festiwalu cywilizacji i sztuki mediów, odkrywców i podróżników Mediatravel, nominowany do Kolosów i nagrody National Geographic “Traveler”.

Napisz wiadomość do Projektodawcy

Obejmij patronat nad tym projektem!

Wybierz rodzaj wsparcia jakiego chcesz udzielić projektodawcy:


427 Wspierający

542% Postęp

54245 PLN z 10000 PLN

Udany! Cel osiągnięty

Aby otrzymać środki, projekt musi osiągnąć minimum 100% finansowania, model "wszystko albo nic", zbiórka będzie aktywna do 06.11.2015 23:11

TATENDE - uratujmy słonie, żyrafy, nosorożce!

O projekcie

 

25.07: Jedynka (Polskie Radio) poświęciła całą godzinę projektowi Tatende w piątek, w audycji Tomka Michniewicza "Reszta Świata". Możecie posłuchać całego nagrania tutaj: http://www.polskieradio.pl/7/2934/Artykul/1513390,Imire-ginie-Uratujmy-jeden-z-ostatnich-skrawkow-dzikiej-przyrody    
Dziękujemy Jedynce za wsparcie!

12.09: Do Polski przyleciał na szkolenie wojskowe Reilly Travers, szef rezerwatu Imire. To nasz olbrzymi sukces, będzie szkolony przez ESA i instruktorów Grom Group. Tak wyglądało jego powitanie na lotnisku. ZOBACZCIE!

20.09: Osiągnęliśmy pierwszy próg zbiórki!!! Bardzo się cieszymy! Za pierwsze 10 tys. kupimy na pewno buty i mundury oraz kamizelki patrolowe dla strażników. Za resztę - krótkofalówkę lub dwie. Ruszamy dalej. Każdy nastepny grosz przeznaczymy na budowę centrum edukacyjnego dla dzieci.

 

Może myślisz, że gdybyś mieszkał w Afryce, codziennie oglądałbyś zebry, słonie czy żyrafy. Bardzo się mylisz. 95% dzieci w większości afrykańskich krajów nigdy nie zobaczy dzikiego zwierzęcia. Zostały już tylko ostatnie skrawki ziemi, rezerwaty ochrony przyrody, w których można zobaczyć tę Afrykę, którą masz w głowie.

Jeden z sześciu (sześciu! jeszcze dziesięć lat temu było ich trzysta!) ostatnich rezerwatów w Zimbabwe stoi na skraju przepaści. Dyktatura prezydenta-generała Mugabe bezprawnie odbiera farmy właścicielom, na zwierzęta w parku polują uzbrojeni kłusownicy, a w rezerwacie brakuje nawet najbardziej podstawowego sprzętu.

I my to zmienimy. Uratujemy to miejsce – rezerwat Imire w Zimbabwe, jedno z najwspanialszych miejsc Afryki.

Imire to rezerwat, czyli spory ogrodzony teren, na którym zwierzęta żyją wolno. Słonie, żyrafy, zebry, guźce, antylopy, nosorożce... Razem 1500 sztuk wielu gatunków.

W promieniu 50 km to jedyne miejsce, gdzie występują jakiekolwiek zwierzęta. W związku z tym Imire jest celem ciągłych ataków kłusowników. W Zimbabwe kłusownicy to żołnierze, uzbrojeni w karabiny Kałasznikowa albo .375, którzy zabijają każdego, kto z stanie im na drodze.

Za skórę zebry na czarnym rynku płaci się 1000 dolarów, za lwa - dwa i pół. Kilogram sproszkowanego rogu nosorożca jest wart 70 tys. dolarów - dwa razy więcej niż złoto. Wszystko dlatego, że Chińczycy wierzą, że róg nosorożca ma właściwości magiczne i lecznicze (choć medycyna temu przeczy).

Przeciwko wojskowym najemnikom, polującym na zwierzęta stają źle wyposażeni, biedni strażnicy rezerwatu, którzy dzień w dzień narażają swoje życie, żeby te zwierzaki ochronić. Mają broń z 1965 roku, zamiast porządnych butów do buszu - kalosze, brakuje im krótkofalówek, mundurów, latarek, nie mówiąc o poważniejszych zabezpieczeniach. 

Wszystkie pieniądze, jakie Imire generuje dzięki farmie kukurydzy, którą prowadzi, poświęca na opiekę nad zwierzętami. Wszyscy w Imire żyją "na zero" lub pod kreską. Zwierzęta są dla nich ważniejsze niż ich własne życie. 

Z roku na rok sytuacja jest coraz gorsza. Jeśli im nie pomożemy, zwierzęta zaczną ginąć, a wraz z nimi ludzie, którzy próbują je chronić. To się już w Imire zdarzyło, w 2007 roku. Oddział uzbrojonych najemników zabił siedem nosorożców i okaleczył kilka osób.

To jest ostatni moment, żeby uratować Imire.

CHCESZ WIEDZIEĆ WIĘCEJ?:
Czym jest rezerwat Imire i dlaczego jest wyjątkowy?
Dlaczego za kilogram rogu nosorożca płaci się na czarnym rynku 70 tys. USD?
Czym była masakra nosorożców w Imire w 2007 roku? [uwaga, drastyczny materiał]
 

 

Kupimy rzeczy potrzebne w rezerwacie, by zagwarantować bezpieczeństwo zwierzaków i ludzi, którzy ich bronią. W Zimbabwe większość z nich jest zupełnie niedostępna albo bardzo droga, a Imire nie ma środków, by inwestować w sprzęt - wszystkie pieniadze przeznaczają na ratowanie i leczenie zwierząt. 

Bez naszej pomocy nie mają szans skutecznie przeciwstawić się dobrze wyposażonym kłusownikom. Prosty przykład: krótkofalówka Motorola GP3401, która w Polsce kosztuje 3000 zł, a dzięki pomocy dystrybutora, możemy ją kupić za połowę ceny, 1500 zł. Ma moduł GPS, który pozwoli szybko lokalizować siły szybkiego reagowania i koordynować obronę w przypadku ataku na nosorożce. Łączność to podstawa każdego działania na tak olbrzymim terenie jak Imire. 

Proste latarki patrolowe potrzebne do skutecznej ochrony rezerwatu w nocy - w Imire nie ma ani jednej sztuki. Buty trekkingowe dla strażników, które pozwolą im biegać szybciej i działać sprawniej. Dziś chodzą w za dużych kaloszach. Panele słoneczne pozwolą na podtrzymywanie systemu radiowego i kluczowego sprzętu w trakcie przerw w dostawie prądu, które czasem trwają tygodniami. 

Na takie inwestycje Imire nigdy nie będzie stać, a jeśli się wszyscy zrzucimy, niesamowicie poprawimy poziom bezpieczeństwa w rezerwacie. To się bezpośrednio przekłada na życie i zdrowie wszystkich zwierzaków oraz ludzi, którzy je chronią. Dla nas - mała sprawa. Dla nich - olbrzymia, wręcz nieosiągalna.

Tak więc, kupimy wszystko, co poprawi bezpieczeństwo - krótkofalówki, latarki, lornetki, laptopy, drony wyposażone w czujniki podczerwieni do patrolowania terenu, odpowiednie buty, a jeśli się uda, też ogrodzenie, lasery i panele słoneczne. Szczegóły znajdziecie w sekcji PROGI poniżej.

 

Osiągnęliśmy pierwsze dwa progi zbiórki! W ciągu kilku tygodni!
Jesteście wspaniali!

W międzyczasie w akcję Tatende włączyło się również kilka firm i instytucji, które chcą nas wesprzeć swoimi zasobami. To oznacza, że możemy wydatkować Wasze wpłaty jeszcze bardziej efektywnie, bo nie wszystko będziemy musieli kupić.

Ale po kolei.

Za pierwsze 20 tys. kupimy na pewno: pełne umundurowanie (70 sztuk, po dwa komplety dla każdego strażnika), buty do buszu (35 par), latarki patrolowe (30 sztuk), kamizelki taktyczne (35 sztuk), flary i brakujące krótkofalówki (czyli skończymy budowę systemu łączności radiowej).


Wszystko powyżej 20 tys. kierujemy na budowę centrum edukacyjnego dla dzieci. Jesteśmy po spotkaniu w MSZ, który zaprosił nas do programu grantów, a to oznacza, że jeśli się do niego dostaniemy, ponad połowę kosztów budowy centrum pokryje Ministerstwo.

Do zrobienia jest: postawienie budynku, zakup i instalacja paneli słonecznych lub turbin wiatrowych, zakup 20 laptopów i peryferii. Koszty oszacujemy po odpowiedzi z MSZ i firm, które się do nas zgłosiły, by nam w tym pomóc. Jest duża szansa, że ze zbióki będziemy musieli pokryć tylko część wydatków.

Centrum edukacyjne to znakomita inwestycja. To jest najlepszy model współczesnej ochrony przyrody - rezerwat musi się wszystkim opłacać. Strażnik, którego dziecko może się uczyć w Imire obsługi komputera, czego sam nie będzie mu w stanie nigdy zapewnić, zrobi wszystko, żeby rezerwat przetrwał, bo niesie korzyść również dla niego.

Takie centrum edukacyjne dla dzieci oznacza też przynajmniej dwustu nowych informatorów (ich rodziców), którzy poinformują Imire o wszelkich próbach zdobycia informacji przez kłusowników. Bezcenny zasób.

Imire bardzo dba o relacje z okoliczną społecznością - prowadzi klinikę i ambulans, wolontariusze prowadzą zajęcia w szkołach, a na terenie rezerwatu organizowane są zielone szkoły dla okolicznych dzieci. Wszystko za darmo.


Szacunkowo, powiedzmy wszystko powyżej 40 tys. to zaawansowane inwestycje:

 drony z kamerami na podczerwień, pozwalające patrolować nocą obrzeża rezerwatu, nie narażając ludzi (bo kłusownicy strzelają do każdego, kto pojawi się w zasięgu wzroku). To będzie gigantyczna zmiana. Dron oznacza błyskawiczną reakcję, dostęp do informacji, bezpieczeństwo. Dla Imire to byłby skok w nadświetlną. Spróbujmy!

 laserowy obwód na ogrodzeniu rezerwatu, który pozwoli wyłapywać wcześnie wszelkie próby wejścia na teren parku.

 komunalna szkoła rolnictwa dla okolicznych mieszkańców, która pozwoli na podniesienie z ruiny ich gospodarstw. 


...powiemy Wam, po przekroczeniu, powiedzmy... 50 tys.!

 

Oprócz nagród w tym projekcie i poczucia, że realnie zmieniłeś kawałek świata na lepsze..?

Projekt Tatende to świetna frajda. Możesz na bieżąco śledzić wydarzenia w rezerwacie i zobaczysz sprzęt kupiony dzięki Tobie w działaniu.

Prowadzimy tę akcję od pięciu lat i możemy przysiąc z ręką na sercu – nie ma przyjemniejszego uczucia radości, dumy i satysfakcji od tego, gdy widzisz zdjęcie małego bobasa nosorożca, który przeżył, bo Ty, gdzieś z dalekiej Polski, zupełnie z zaskoczenia, postanowiłeś poświęcić dla niego odrobinę swojego czasu i pieniędzy. 

 


Przyjrzyj się dokładnie sekcji NAGRODY! Akcję Tatende wspiera wiele osób i firm, więc mamy sporo bardzo nietypowych prezentów. Czekają na Ciebie:

 książki Tomka Michniewicza "Świat równoległy" z autografem
 udział w audycji radiowej na żywo w Polskim Radiu
 unikalne certyfikaty przyjaciela rezerwatu Imire
 afrykańskie zdjęcia wydrukowane na płótnie
 trening z Oddziałem Specjalnym Żandarmerii Wojskowej
 sygnowane, numerowane ilustracje Tomka Larka
 pamiątki przywiezione z Zimbabwe
 lekcje wokalu lub na dowolnym instrumencie w Akademii Rocka
 kolacja z Anitą Werner wspierającą projekt Tatende w restauracji Lokal 14
 gry w Room Escape, które dadzą Wam namiastkę przygody w buszu 
 zwiedzanie redakcji "Rzeczpospolitej" i Polskiego Radia
 a nawet wielka wyprawa do Zimbabwe!

 

 


Motorem napędowem akcji Tatende jest Tomek Michniewicz - dziennikarz, podróżnik, autor książek reporterskich i programów w radiu i telewizji. Możecie go znać z radiowej Trójki, Jedynki, telewizji TTV lub z niezliczonej ilości pokazów na festiwalach podróżniczych. Prowadzi projekt Tatende od pięciu lat ze swoim kilkuosobowym zespołem i przy zaangażowaniu setek ludzi. 

Nikt na tej akcji nie zarabia, robimy to wyłącznie z przekonania, że afrykańską przyrodę trzeba ratować, bo za kilka lat nie będziemy mieli czego podziwiać.

O Tatende mówiły już m.in. TVN i TVN24, Trójka, Jedynka, TTV, Onet.pl, Dziennik Polski i wiele innych mediów. 

Akcję wspierają też liczne firmy:

 

Nagłośniliśmy problem Imire, opowiadając o nim w mediach i opisując jego historię w książce "Gorączka" Tomka Michniewicza. Później zrealizowlaiśmy też kilka krótkich reportaży z Imire dla TVN i dokument z udziałem Anity Werner dla telewizji TTV.


W ramach zbiórki publicznej, na mocy zgód MSW i MSZ, zebraliśmy 45 tys. zł, za które udało się ogrodzić dwa najbardziej narażone sektory rezerwatu. Zależy nam, żeby wszystkie działania w ramach projektu Tatende były całkowicie transparentne - zbiórkę monitorował neizależny audytor, firma GrantThornton.

Przeprowadziliśmy szkolenia dla pracowników Imire z PR-u, marketingu, SEO i innych dziedzin wiedzy, które pomogły im operować na lokalnym rynku.

Namówiliśmy kilka firm, by przeznaczyły trochę sprzętu elektronicznego dla Imire. Dostarczyliśmy na miejsce GPS-y Garmin, smartfony Kruger&Matz, cztery krótkofalówki Motorola GP3401, dwa laptopy BenQ, system do patrolowania zagród od firmy Qubus i sporo sprzętu alpinistycznego, dzięki pomocy ludzi dobrej woli.

Dzięki fundacji HumanDoc, polskiej Ambasadzie w RPA i liniom lotniczym KLM udało nam się ściągnąć do Polski szefa ochrony Imire, Reilly'ego Traversa, na dwutygodniowe szkolenie wojskowe, prowadzone przez operatorów polskich sił specjalnych. To olbrzymi zastrzyk profesjonalnej wiedzy, który niesamowicie się przyda w Imire. Reilly przylatuje 12 września - powitajcie go z nami na lotnisku.

 

Q: Od kiedy pomagacie Imire?
A: Od 2010 roku, kiedy pierwszy raz tam trafiłem, realizując reportaż o afrykańskich kłusownikach. Imire dziś jest moim drugim domem. Historia tego miejsca po prostu złamała mi serce. Od razu poczułem, że muszę coś zrobić.

Q: Czym różni się Imire od innych rezerwatów tego typu?
A: Podejściem ludzi, którzy prowadzą Imire. W Imire zwierzęta są na pierwszym miejscu, cokolwiek by się działo. Nigdy nie organizują komercyjnych polowań ani nie sprzedają zwierząt na mięso, ratują zwierzęta z rąk przemytników i kłusowników i przewożą je do rezerwatu, leczą chore sztuki i wypuszczają je z powrotem do buszu, nie mają żadnych oszczędności, bo wszystkie pieniądze wydają na pomoc zwierzakom. Oni żyją dla przyrody, naprawdę.

Q: Czy Imire ma jakieś wsparcie od państwa?
A: Wręcz przeciwnie. Rząd Zimbabwe regularnie czyni starania, żeby przejąć Imire. Nazywa się to "nacjonalizacją", a jest zwykłą grabieżą. Zrabowane farmy trafiają w ręce zaufanych dowódców wojskowej dyktatury Mugabe, którzy zabijają wszystkie zwierzęta i sprzedają wszystko co się da. Imire jest ostatnią farmą w prowincji Marondera, wszystkie (wszystkie!) pozostałe spotkał właśnie taki los.

 

Jeśli masz jakiekolwiek pytania, z przyjemnością na nie odpowiemy. Jeśli chcesz nam pomóc jakoś inaczej niż przez wsparcie finansowe, na pewno coś razem wymyślimy. Daj znać!