Dołącz do naszej społeczności!

O projektodawcy

Joanna Fiakier-Krakowski

Joanna Fiakier-Krakowski

Kraków

A kto?
J. Fiakier-Krakowski. Była eksport manager, dziś dorożkarka na rynku krakowskim. \"Tam gdzie diabeł nie może Aśkę pośle!\" Tak przyjaciele sparafrazowali popularne przysłowie. Ale tak na prawdę staram sobie jakoś radzić. Dlatego jak trzeba było to i dębowy parkiet sama ułożyłam. Nie pretenduję do miana pisarki. Jestem po prostu kobietą, która chce mieć za kilkadziesiąt (daj Bóg) lat mieć co wspominać. Ciekawą życia, ludzi i tego co kolejny dzień przyniesie. A życie płata figle i na tym chyba polega jego przewrotne piękno. Nauczyło mnie ono również, że najważniejszy jest dystans do siebie i świata, a najlepszym lekarstwem na stres i wszelkie bolączki jest szczery śmiech. I tym śmiechem chcę się z Wami podzielić.

Napisz wiadomość do Projektodawcy

10483 PLN z 9999 PLN

62 Wspierający

Udany! Cel osiągnięty

Aby otrzymać środki, projekt musi osiągnąć minimum 100% finansowania (model "wszystko albo nic") do 02.10.2014 18:06

UWAGA! LOVE w Krakowie! Wielki Eksperyment ! ! !

O projekcie

 NOWA NAGRODA - UCZTA LITERATA, czyli COŚ DLA CIAŁA I DLA DUCHA - PAKIET STUDENCKI!

PAKIET 5 RÓŻNYCH MAKARONÓW + eBOOK!

Głodny student to zły student... Specjalnie dla studentów - za okazaniem legitymacji studenckiej - abonament na 5 różnych makaronów! Pysznych, przygotowanych z najlepszych składników: oliwy, ziół, pomidorów... Do odbioru w okolicach miasteczka studenckiego AGH w uzgodnionych wcześniej terminach w całym pakiecie, lub "na raty". Przyjaciele mogą potwierdzić, że makarony są palce lizać!

 

 

 NOWA NIEPOWTARZALNA NAGRODA!

UMIEŚĆ SWOJE ZDJĘCIE NA OKŁADCE KSIĄŻKI!

Każdy kiedyś pewnie marzył o tym by jego zdjęcie znalazło się na okładce... Jeśli do tej pory wsparłeś* projekt kwotą minimum 25 zł, lub wesprzesz książkę w najbliższym czasie kwotą 50zł lub więcej, masz szansę umieścić swoje zdjęcie na co prawda  wewntrznej stronie okładki, ale to zawsze okładka!  Kolejność umieszczania zdjęć będzie losowa. Ilość miejsc ograniczona! W sprawie szczegółów proszę na prawo :)

Pamiętaj, kiedyś będziesz mógł pochwalić się, że przyczyniłeś się do spełnienia czyjegoś marzenia... :)

* Miejsce dla dotychczasowych wspierających jest zarezerwowane. Skorzystanie bądź rezygnacja z przywileju umieszczenia ich zdjęć w książce będzie uzgadniane po zakończeniu trwania projektu.

 

 NOWA PYYYSZNA NAGRODA!

 

DANIE PRZYRZĄDZONE WEDŁUG PRZEPISU TEŚKI!

 

Plastry bakłażana przekładane mozzarellą oraz pomidorami duszonymi na oliwie z czosnkiem i świeżutką bazylią. Pachnące latem i wakacjami…  Przepis znajdziecie w książce J  Ilość ograniczona.  Specjalne zestawy dla studentów J Szczegóły jak zwykle po prawej... 

 

UWAGA NOWE NAGRODY!

 

SUPEROWE I PORĘCZNE TORBY RĘCZNIE MALOWANE! 

Dwustronne. Po jednej stronie pięść z napisem LOVE, po drugiej pięść z napisem HATE. W zależności od nastroju, możesz afiszować się ze swoim humorem ;). W dwóch wersjach kolorystycznych: ecru lub czarna. Więcej szczegółów po prawej w zakładce nagrody.

 

Moi Drodzy! Nawet bardzo Drodzy!

Chcę zaszaleć! Jestem ryczącą czterdziestką :) i nie tylko napisałam pierwszą w swoim życiu książkę, ale zapragnęłam ją również całkowicie samodzielnie wydać. Samodzielnie, ale z Waszą niezbędną pomocą.

Z tą książką jest trochę tak, jak z przypadkowym bohaterem, dlatego postanowiłam:

- potraktować wszystko, co z nią związane jako jeden wielki eksperyment, happening, event, performance. Wybierzcie, co komu pasuje.

- Zagrać na nosie wydawcom, procedurze, przyjętym zasadom itp., itd., etc.

- Cieszyć się tym projektem realizując go dla swojej i waszej przyjemności,  nie zamartwiając się co z niego wyjdzie po przemieleniu przez wydawcę.

- I dać prztyczka w nos losowi. A nuż?

I nie, nie obawiajcie się przypadkiem, że jest to jakieś przynudnawe, pseudoambitne podsumowanie czterech dych.  No, może nie jest to książka pretendująca do nagrody imienia tej która się waha, ale dla ludzi. Podobno zabawna, tryskająca błyskotliwym humorem, od której nie da się oderwać.  Sami ocenicie.

No i nie dajcie się zwieść tytułowi... :) – fragmenty poniżej.

Znajomi zrobili już zapisy na książkę.  Reszta w Waszych rękach, a właściwie w portfelach. Bo pisarz, to nie marmurowy ktoś na zdjęciu z podręcznika, a książka nie musi leżeć w starej bibliotece. Ona ma żyć. I udowadniać, że dzięki sobie na wzajem możemy spełniać najbardziej nierealne i dziwne marzenia.

A teraz zawołam kłaniając się nisko, tak jak to robię co drugi dzień na Krakowskim Rynku:

- ZAPRASZAM NA PRZEJAŻDŻKĘ! I INVITE YOU FOR A GREAT RIDE ROUND THE OLD CITY OF KRAKÓW! …ZAPRASZAM!

                …  by chwilkę później cmoknąć i rzucić:

- WIO!

Joanna

 

 

 https://www.facebook.com/lovewkrakowie.joannafiakierkrakowski

 

Jak to się wszystko zaczęło...

Książka powstała zupełnie przez przypadek. Książka rozpoczęła swoje życie  około piątej nad ranem, po nieprzespanej nocy. W jakiś sposób musiałam okiełznać kłębiące się w głowie, wiercące dziury w żołądku i niedające spać myśli. Jej serce zaczęło bić kiedy udało mi się w końcu odwrócić uwagę od doczesności i skupiłam się na pierwszej absurdalnej sytuacji, która przyszła mi do głowy, która jest klasyczna sceną wywinięcia orła. Wywinięcia orła na szmince... Stukanie w klawiaturę przyszło mi niezmiernie łatwo.  Groteskowość akcji rozpędziła czarne myśli. Kolejne postaci bohaterów przychodziły na świat w kilkugodzinnych odstępach. I tak narodzili się bez bólu: Teśka, Ewka, Love, Barman Gienek, Profesor, Luśka, Marek, domniemany Goldbaum, Krwawy Bolek, Ericssen i cała reszta postaci zaplątanych w wielowątkową, pełną absurdu akcję książki. Akcję toczącą się w magicznym Krakowie.

 Pisząc śmiałam się sama do siebie jak mysz do sera. Postanowiłam podzielić się humorem z potrzebującymi przyjaciółmi. Bo co innego niż szczery śmiech i dystans do życia może przynieść ulgę w pędzącym na złamanie karku życiu?  I tak sama na siebie ukręciłam bicz... :)

Od tej pory zaczęli wszyscy wiercić dziury w brzuchu pytaniami:

- No i co się dalej stanie?

- Co tam Love jeszcze nawywija?

- Jak Teśka wyjdzie z opresji?

- Tylko ty mogłaś tak zakręcić akcję. Co będzie w kolejnym rozdziale?

- Kiedy skończysz?

- Czemu tak mało napisałaś?

A pisałam po kilkanaście stron dziennie...

No i w końcu kiedy klepnęłam na klawiaturze laptopa ostatnią kropkę.

- Kiedy wydajesz?

Tego nie było w planach.

Nagle koleżanka poleciła mi korektorkę. Ta, uśmiawszy się po pachy czytając moje wypociny, poleciła koleżankę, która "połamie" tekst. Kolega aktor zaproponował nagranie audiobooka. Inny kolega pomoże zrobić profesjonalną okładkę według mojego projektu. No i trafiłam na Polak Potrafi. Chyba tak musiało być.

 

Streszczenie/recenzja:

Jest to komedia kryminalna o przygodach rzezimieszka o ksywce „Love”, który na zlecenie zagranicznej szychy ma wykraść tajemnicę innowacyjnej produkcji grafenu opracowaną przez Teśkę – pociągającą i zwariowaną doktorantkę z AGH-u. Miejscem akcji jest Kraków, a właściwie część starej Krowodrzy rozciągająca się pomiędzy Parkiem krakowskim, a ulicą Lea, gdzie dorastała autorka. Tę bliskość czuć w opisach. Podążamy za autorką dobrze jej znanym chodnikiem, czasem do miejsc, których już nie ma, choćby wspomnianego w książce Baru Parkowego, wzorowanego na knajpie, którą pamiętają już tylko nieliczni autochtoni dzielnicy. Postaci są przerysowane, często wręcz groteskowe, choć niejeden odnajdzie w sobie ich pierwowzór. Sprawność z jaką autorka splata poszczególne wątki przeczy debiutowi. Suspens jak u Hitchcocka, a humor czarny jak pumpernikiel. I uwaga! Czytelnik może odczuwać narastającą wesołość z każdą piećdziesiątką czystej czy małym piwkiem wznoszonym przez bohaterów. I na tym chyba właśnie polega siła tej książki.

Beata Bialik

 

Plan działania czyli czego dzięki  Wam będę mogła dokonać…

Kolejne targety:

1.            Absolutny mus:  9 999 „peelen– wydrukowanie pachnącej świeżą farbą i debiutem książki. Takiej trzystustronicowej w takiej fajnej, pełnej smaku matowej okładce z miejscowymi wybłyszczeniami. Ze skrzydełkami… ech… Wam też powinna się spodobać.

Jak się uda, to będzie też reportaż o tym jak książka powstała.

2.            Wypadałoby:  10 999 „peelen” -   druk + gratyfikacja za pracę przyjaciół pomagających w tym momencie pro bono – czyli wielka  impreza (po odliczeniu opłat  to tylko 120 piw…)  w podziękowaniu! Bez nich nie byłoby projektu.

3.            Fajnie by było: 12 999 „peelen” – druk + gratyfikacja + szeroko pojęta promocja książki.

4.            Karamba! Żeby tak dobić do: 14 999 „peelen” – druk + gratyfikacja + promocja + dopieszczenie fizycznego wyglądu książki w postaci rozmiaru książki,  wielkości czcionki, papieru, objętości. Wszystko dla Was, a to wszystko ma znaczenie przy wycenie wydruku.

5.            Ja pierdziu! Jeśli będzie więcej niż 15 000 „peelen” – wszystko co powyżej + prace nad przygotowaniem scenariusza… Też się boję, ale kolega aktor namawia. 

 

Odpowiedzialność cywilna:

Możecie sprawić  nie tylko to, że na półkach pojawi się nowa pozycja wydawnicza, ale również pozytywnie wpłynąć na los osób biorących udział w projekcie.

Dziewczyny pomagające przy korekcie i łamaniu zdobędą doświadczenie, a ja być może znajdę nowy sposób na życie.

 

 

Zmieńmy reguły gry! My rządźmy światem, a nie świat nami.

 

Fragmenty tekstu: 

Sing Sing nazywają go, bo ma w oczach coś takiego, samo zło.
Nie hoduje zbóż, ma w kieszeni nóż, a ja nie wiem po cooo... 
Sing Sing pokochałam go, popłynęłam jak za lordem, aż na dno.
Cały dzień by spał w nocy w karty grał, a ja nie wiem o cooo…
 
Z kaszkietem nasuniętym na czoło tak, że ledwo było widać jego małe świdrujące oczka, z rękami w kieszeniach, petem między zajęczą wargą a zębami, wzrostu na oko metr sześćdziesiąt w nakryciu głowy, sprężynującym krokiem Love wszedł do baru. 
Dla przyjaciół Love. Dla nieprzyjaciół Hate. Oba te słowa miał wytatuowane na kostkach dłoni. Hate na prawej, która dość często lądowała na cudzych szczękach. Chociażby z powodu jego kompleksu niskiego wzrostu. Love na lewej. Złośliwi śmiali się za plecami Love, że to przez to, że leworęczny w sumie był i tą ręką sobie dogadzał, jak go żona do łóżka nie wpuszczała. On  twierdził, że tak jest, bo to ręka od serca. A po angielsku, bo to modne, a zawsze zależało mu na wizerunku i trochę ten język kaleczył swoją jego znajomością.
Podszedł do baru.
- Piweczko! Z nurkiem. 
Dostał. Nikogo nie dziwił ten opryszkowaty jegomość. Wszyscy bywalcy baru wiedzieli, że różnych Bozia ma lokatorów i wielu już jemu podobnych przewinęło się przez  lokal.
Rozejrzał się wokół swoimi małymi lisimi oczkami. Dostrzegłszy karciarzy udał się w ich kierunku zabierając po drodze krzesło od innego stolika. Postawił krzesło przy ich stoliku pod szybą, usiadł i bardziej stwierdził niż zapytał:
- Nie mają nic Panowie naprzeciw, jak się dosiądę, nie? Karty to moja pasja życiowa.
- Ależ skąd – odparli jak jeden mąż. – Gra pan w brydżyka?
- Oczywista sprawa. Bardziej pokerek, ale brydżyk również. Jak najbardziej. – Odpowiedział  niby upodabniając się do autochtonów, ale jednak bardziej przedrzeźniając ich skłonność do zdrobnień. 
Nie należy gardzić potencjalnym partnerem brydżowym. Zwłaszcza że zdarzało się często, że raz po raz któraś ze zniecierpliwionych żon, matek lub kochanek dawała szlaban na wyjścia do baru i co rusz brakowało czwartego do gry. Żale z tego tytułu pozostała trójka topiła w piwie, co nie było wyjątkową sprawą i oddawała się dysputom na ponadczasowe filozoficzne, polityczne czy sportowe, męskie tematy.
- Love. Przedstawił się podając dłoń każdemu.  Pseudo nie zdziwiło czwórki w komplecie do brydża, co zdziwiło Love, który przyzwyczajony był do tłumaczenia genezy swojej ksywki. Przestał się dziwić, kiedy okazało się, że przy stoliku siedzieli już Gonzo, George, Boguś i Młody.
Zresztą czwórka brydżystów spostrzegawcza była i zauważyła tatuaże na kostkach rąk.
- To może pokerek na razie jak jest nas pięciu, po dziesięć groszy na wejście?
Kiwnęli głowami na zgodę.
Karty zostały rozdane. Ograli go do ostatniej groszówki w kieszeniach. 
Taki był jego plan. Trzeba było się wkupić w towarzystwo. Zresztą skupiony był nie tylko na grze, ale również na tym, co się działo w barze. Naturalnym więc było, że również Brunetka, która wpadła uregulować rachunek z dnia poprzedniego przykuła jego uwagę.  Zwłaszcza że nie był to mały rachunek.
Wygląda na to, że będzie się działo i będą to całkiem mile spędzone chwile w tym lokalu – pomyślał. Lubił łączyć pracę z przyjemnymi rzeczami. I jeszcze mu piwo postawili w zamian za przegraną… - istny raj – westchnął.
- Panowie często tu tak przesiadują? – zagadnął.
- No, codziennie chyba.
- To świetnie się składa – zapiał uradowany. Ja tu widzicie Panowie, przeprowadziłem się na jakiś czas na dzielnicę i miło poznać nowych kolegów.
- A długo Pan tu zabawi? – zapytał Gonzo.
- To zależy od roboty, ale jak na razie, wydaje mi się, że trochę tu zabawię.
- A co Pana sprowadza w nasze strony, że się tak zapytam. – teraz Boguś zagadnął.
- A interesy i takie tam. Pewne sprawy muszę załatwić. 
- Czym się Pan zajmuje, jeśli można? – kolej była na Georga
- Odzyskuje dane, można tak powiedzieć.
- Informatyka…, to teraz podstawa w interesach. .. – skwitował z podziwem Boguś, przytaknęła z aprobata pozostała trójka. A Love się napuszył.
- Kolejka dla wszystkich! – krzyknął do Gienia. Na szczęście dla Love, oprócz ich piątki przy stoliku karcianym był tylko Balon przy barze. Było koło południa.

 

 

 

 

 

 

 

 

Media o Twoim projekcie:

Krakowska fiakierka i pisarka w jednej osobie

krakow.gazeta.pl | 2014-09-09

Imię i nazwisko to pseudonim literacki. W wieku lat 40 postanowiła napisać kryminał i samodzielnie go wydać. Na ten cel zbiera pieniądze na portalu Polakpotrafi.pl. Nie marzy o półce w księgarni, swoje dzieło będzie sprzedawać w dorożce, którą na co dzień obwozi turystów po mieście. Rozmowa z Joanną Fiakier-Krakowski, fiakierką i pisarką.