Dołącz do naszej społeczności!

Ładowanie strony

O projektodawcy

Tadeusz Michrowski

Tadeusz Michrowski

Warszawa

Pisarz i dziennikarz. Napisałem książkę wspólnie z Marcinem Ciszewskim, publikowałem m.in w Akcencie, Nowej Fantastyce i CKM.
Zdobyłem kilka nagród za prozę, scenariusz i sztukę teatralną. Prowadziłem i współpracowałem w różnych projektach literackich, m.in dla Centrum Nauki Kopernik. W 2016 roku zostałem stypendystą Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Byłem wolontariuszem na Wyspach Kanaryjskich i w RPA, analitykiem w banku, przewodnikiem i pilotem wycieczek. Jeździłem autostopem po Bałkanach i Gruzji.

Napisz wiadomość do Projektodawcy

896 PLN z 5000 PLN

13 Wspierający

Zakończony Cel nie został osiągnięty

Aby otrzymać środki, projekt musi osiągnąć minimum 100% finansowania (model "wszystko albo nic") do 05.12.2017 11:11

Inicjacja Xhosa i podróż przez Afrykę

O projekcie

Cel projektu: Udział w inicjacji Xhosa, Góry Drakensberg i podróż w nieznane.

Pomóż mi skorzystać z zaproszenia na inicjację Xhosa i obserwować jak jedna z najstarszych afrykańskich kultur przeprowadza rytuał przemiany młodzieńca w mężczyznę!

 

 

 

W townships Kapsztadu nazywają mnie umlungu. Tak w języku Xhosa mówi się na białego. Z Xhosa pracowałem przez ostanie trzy miesiące. W Khayelitshi, jednej z najbardziej niebezpiecznych dzielnic miasta, gdzie bezrobocie sięga 70%, a liczba morderstw należy do najwyższych na świecie. Przez ostatni miesiąc tam mieszkałem - prawdopodobnie jako pierwszy Polak (acz to nie tak, że wszyscy się tam pchają, a ja wygrałem wizę na loterii).

Mam 28 lat. Jestem pisarzem i dziennikarzem, współautorem książki www.afgan.com.pl razem z Marcinem Ciszewskim. Autorem opowiadań, dramatów, scenariuszy i projektów literackich, a nawet tekstów fabularnych wystawy dla Centrum Nauki Kopernik w Warszawie. W 2016 roku zostałęm także stypendystą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wcześniej pracowałem m.in w ośrodku informacji ONZ, jako przewodnik, pilot wycieczek, analityk ds. przeciwdziałania praniu pieniędzy oraz spędziłem rok jako wolontariusz na Wyspach Kanaryjskich.

 

Nie szukam wrażeń, szukam różnych recept na to, jaki może być człowiek.

 

Od lat chciałem pojechać do Republiki Południowej Afryki. Kraju kontrastów, który łączy wszystko, co europejskie i afrykańskie w tyglu, który czasem kipi, a czasem tworzy najsmaczniejszą potrawkę kultur.

Tutaj życie jest jaskrawe w każdym przejawie, a ja chciałem zrozumieć jak funkcjonują ludzie, gdy salon ferrari od tysięcy blaszanych szop dzieli ledwie kilka kilometrów. I skąd u mieszkańców RPA ta legendarna wręcz łatwość, z jaką przychodzi im przemoc.

 

Moje marzenie spełnił program GLEN. Przez trzy miesiące pracowałem w najbiedniejszych dzielnicach. Dzieci wytykały mnie paluszkami, a co bardziej rzutcy młodzieńcy próbowali namówić do podzielenia się majątkiem. Udało mi się jednak uciec statystyce zabójstw i rabunków. Otarłem się za to o niezwykłą kulturę, która nawet kilka kilometrów od miasta praktykuje dawne zwyczaje, łącząc tradycję z nowoczesnością.

 

 Khayelitsha, dzielnica Kapsztadu, w której mieszkałem.

 

Moja organizacja - Abalimi Bezekhaya - dawała ludziom marchewkę - dosłownie. Uczyła ich jak w warunkach miejskich uczynić z przydomowego ogrodu najpierw źródło pożywienia, a z czasem utrzymania.

Zdjęcie z naszej pakowni.

Przeprowadzałem wywiady i opisywałem historie, które później pozwoliły stworzyć coroczny biuletyn. Wyobraźcie sobie: ktoś stwarza możliwość i KAŻE WAM zgłębiać wydarzenia i kulturę, o których poznaniu marzyliście od lat. Z racji niskiego stypendium musiałem pracować po godzinach (na nocną zmianę w hostelu), by zmniejszyć strumyczek, który wypływał z mojego konta oszczędnościowego.

 

 

Ta wyprawa dobiegła końca.

 

 

 

Pewnymi obserwacjami dzieliłem się na blogu: http://goo.gl/knTjMQ

Na przykład w tych postach:

Naskalne malowidłą i zderzenie Europy z Afryką

Czy RPA jest bardziej demokratyczne od Polski?

Niewidoczne łańcuchy kolonializmu

 

I w artykułach na stronie joemonster.org

O apartheidzie

O biedzie

 O bezpieczeństwie

O odpowiedzialnym wolontariacie

O tym, dlaczego RPA trzeba odwiedzić

 

 

W zbiórce na Polakpotrafi chodzi o to, co dalej.

 

Kampanię tę rozpoczynam jadąc z przyjaciółmi przez Zimbabwe, Zambię, Botswanę i Namibię z powrotem do RPA. Znów finansuję ją sam i znów będę dzielił się spostrzeżeniami na joemonster.org. Nie mamy pieniędzy, więc staramy się zwiedzać jak najlepiej w ramach ograniczonego budżetu.Moj budżet dodatkowo uszczupliła utrata kilkuset złotych i karty debetowej w trakcie przeprowadzki z townships. Jednak brak pieniędzy nie tylko motywuje, ale też zbliża do ludzi. Targujemy się, ale nieprzesadnie - wiedząc jaka bieda panuje w Zimbabwe, przy cenie 1,5 dolara za litr benzyny nie dajemy się naciągać, ale i nie naciągamy taksówkarzy.

 

Powrót do Polski nie wchodzi w grę. W  RPA poznałem bowiem Pata. Pat zaprosił mnie na inicjację Xhosa.

 

Inicjacja Xhosa to szczególne wydarzenie.

 

By stać się mężczyzną Xhosa trzeba pójść na kilka tygodni w busz, tam rozmawiać z przodkami, zatopić się w transie, zrozumieć, a na koniec zostać obrzezanym przez sangoma. Rodzaj tradycyjnego uzdrowiciela, którego sztuka leczenia opiera się na umiejętości nawiązania kontaktu z przodkami.

 

Jeszcze kilka lat temu zdarzało się, że nie wszyscy młodzieńcy wracali. Ale tylko ten, kto pójdzie do buszu może być przez Xhosa nazywany mężczyzną. Tylko tak można zdobyć szacunek. Rytuał ten odbywa się nawet w Kapsztadzie, jednak najbardziej prestiżowa ma miejsce w Prowincji Przyląkowej Wschodniej. Pat, który zaprosił mnie na to wydarzenie jest menadżerem finansowym w organizacji pozarządowej. Nie zwalnia go to jednak z obowiązku przestrzegania tradycji. Zaprosił mnie, bym ją obserwował.

 

Inna znajoma, Bulelwa obiecała skontaktować mnie z tamtejszymi sangoma. Sangoma to z jednej strony uzdrowiciele, którzy posiadają dużą wiedzę o tradycyjnej medycynie, a ich zrzeszenie jest wspierane z południowoafrykańskiej kasy chorych. Z drugiej strony, wielu z nich jest niezrzeszonych; bazują na naiwności ludzi, oferując magiczne szczury, nielegalne aborcje i środki na potencję. Prawdziwi sangoma to ludzie uduchowieni, strzegący starej wiedzy przodków. To rozmawiając z nimi, mają być w stanie dokonywać aktów leczenia.

 

Ulotka, którą dostałem w townships. Opisuje usługi jednego z "oszukanych" sangoma.

 

Dla mnie to zaproszenie to rzadka okazja. Chciałbym napisać reportaż o inicjacji i kolejny o sangoma - zderzając sylwetki tych prawdziwych, tradycyjnych i tych, którzy żerują na naiwności ludzi. Biorąc pod uwagę, że moje teksty przyjmował już CKM, Wiedza i Życie, czy Tygodnik Powszechny, zamierzam celować wysoko: National Geographic. Konkretnie: międzynarodowa edycja.

 

Nie mam gwarancji, że to się uda, ale czuję, że temat ma potencjał.

 

W tym celu jednak muszę zostać w RPA do połowy stycznia. Na to mnie już nie stać. I na to potrzebuję Waszego wsparcia. Biorąc pod uwagę, że inicjacja zaczyna się pod koniec grudnia - w oczekiwaniu na wyjazd przeszedłbym szlak gór Drakensberg. Jeden z najpiękniejszych na świecie.

 

Góry Drakensberg znajdują się w top 5 wielu najpiękniejszych tras trekingowych świata - fot. wikimedia commons.

 

Z oszczędności i pieniędzy za książkę www.afgan.com.pl, stypendium Ministra Kultury i wynagrodzenień za opowiadania i artykuły utrzymywałem się dotąd i za nie opłacam wyprawę z Zimbabwe do RPA. Ale to korytko wysycha.

 

Zależnie od finansów, potem wrócę do domu, ruszę na północ - co najmniejj do Wodospadów Wiktorii. A może nawet do równika. Pojadę na motocyklu, rowerze, na jachcie albo transportem publicznym.

 

Nie pałam miłością do współczesnego dziennikarstwa. Nie pociągają mnie szukające sensacji artykuły. Pisząc tyle fikcji, jestem chyba wyczulony na ubarwianie rzeczywistości, wybieram więc literacką formę reportażu, bo wydaje mi się najuczciwsza.

 

Obiektywizm dziennikarski wbrew pozorom nie zakłada bezstronności, ale każe dać głos każdej ze stron i nakłada obowiązek przedstawienia kontekstu. W townships płoną autobusy w trakcie protestów taksówkarzy? Można napisać, że to niezadowolenie z władz i napisać piękny tekst o nastrojach w RPA.Nie będzie to kłamstwo.

 

Można też spytać, dlaczego płoną akurat autobusy i kto je podpala. Dowiedzieć się, że dla taksówkarzy to świetna okazja, żeby uderzyć w konkurencję, opłacają więc lokalnych bezrobotnych, żeby atakowali i palili dobytek firm, które coraz mocniej wchodzą na rynek townships. Tekst wciąż opisuje RPA, wciąż nawiązuje do nastrojów, ale dodaje dodatkowy wymiar: głębie wynikających z biedy problemów, nad którymi władza nie panuje, a które napędzają zamknięty krąg.

 

 

Obie fotografie wykonałem w parku Chobe, w Botswanie, gdzie żyje blisko 80 tysięcy słoni. Na drugim, za grupą samic podąża samiec. Gdy tylko dorosną, grupy samic wyrzucają samców ze stada, by ci nie szukali partnerek w obrębie osobników z nimi spokrewnionych.

Zrobiłem to zdjęcie na północy Namibii, w okresie gdy wypala się ziemię przed zasiewem. Pani na migi zgodziła się na fotografię. Nie rozumiała angielskiego, choć to oficjalny język kraju. Na koniec powiedziała "danke"; nie wiem czy dlatego, że w Namibii to język kolonizatorów, czy turystów.

 

 

 

Zakładam około 20% wkładu w większość przedmiotów (np. w przypadku albumów będze to więcej), które można "zakupić" w ramach nagrody. W tym liczę koszt kupienia ich przeze mnie i dodatkowego bagażu lotniczego (albo wysyłki, jeśli nazbiera się za dużo). Dochodzi także prowizja portalu Polakpotrafi, która łącznie, z opłątami dodatkowymi, wynosi około 10%. Na koniec wreszcie podwójne przewalutowanie: ze złotówek pieniądzę będę musiał przewalutować na euro, a dopiero potem na lokalnę walutę. Kolejne 5%. Tak naprawdę więc do mojej ręki trafi około 60-65% tego, co wpłacicie. Jeśli zbiorę 5000 zł, na pokrycie wyjazdu zostanie mi około 3200 złotych. W tym muszę zmieścić koszty podróży, utrzymania na miejscu i - nie ukrywam - biletu powrotnego do kraju. Zakładam więc, że do tej wyprawy albo znowu dołożę, albo uda mi się zmniejszyć koszty pracując po drodze.

 

 

Jeśli zgromadzę 5000 (3200 dla mnie) PLN:

 

Misja Drakensberg i inicjacja Xhosa

Zostanę w RPA miesiąc dłużej (z krótką przerwą na najtańszy lot za granicę i z powrotem, który pozwoli mi przedłużyć wizę). Przejdę szlak Drakensbergu i pojadę obserwować inicjację Xhosa.

 

 

Jeśli zgromadzę 8000 (5100 dla mnie) PLN:

 

Misja Dar Es Salam

Po opuszczeniu RPA skieruję się na północ, transportem publicznym, autostopem, rowerem albo motocyklem (najpdwniej mieszajac wszystko po trochu) i dojadę aż do Dar Es Salam, skąd wrócę do domu. Dar es Salam wybieram nie ze względu na walory turystyczne, ale tanie loty do Europy. Koszty rosną m.in. ze względu na moją chęć korzystania z różnych środków transportu, dodatkowego szczepienia (żółta febra) i ceny leków antymalarycznych.

 

 

Jeśli zgromadzę 10000 (6500 dla mnie) PLN

 

Misja Katanga

Zanim dojadę do Dar Es Salam, spróbuję dostać się na południe ogarniętej wojną Demokratycznej Republiki Konga. Jednego z krajów, dla którego przewodnika nie wydał nawet legendarny Lonely Planet. Katanga jest dosyć stabilną prowincją, ale sam kraj wciąż pozostaje najbliżej tego, co w XXI wieku można jeszcze nazwać Jądrem Ciemności. Sprawdzę, na ile prawdziwe są legendy o rządzących wioskami czarownikach i braku edukacji. Spróbuję również napisać reportaż o polskich misjonarzach, którzy przebywają w prowincji. Tu będę potrzebował dodatkowych szczepień, leków antymalarycznych i prawdopodobnie dużo szcześcia i funduszy na zorganizowanie wizy.

 

Wszyscy wpierajacy otrzymają także artykuły (jednak dopiero po publikacji - ich ukazanie się w Internecie odebrałoby możliwość akceptacji do druku). Możliwe więc, że trzeba będzie poczekać. Nie ukrywam też, że bez wsparcia nie powstaną teksty na bloga, które możecie czytać za darmo.

 

Realizacja pozostałych nagród nastąpi po moim powrocie. Zależnie od wariantu wyprawy - między lutym a marcem.