Dołącz do naszej społeczności!

Ładowanie strony

O projektodawcy

Czarownica Anulka

Czarownica Anulka

Bydgoszcz, Polska

Pisanie jest najważniejszą aktywnością w moim życiu. Może dlatego, że nie lubię biegać?! Podczas jednej godziny pisania dziennie spalam 90 kcal. Codziennie więc startuję w maratonach na słowa. Kocham książki i koty, gorące mleko, koty, długie spacery i książki. Przyrządzam najlepszą zupę pomidorową we wszechświecie.
W każdej sekundzie życia myślę o pisaniu, no trochę też o kotach ;) Pisanie jest dla mnie tajemnicą, nieustannym doskonaleniem się i przekraczaniem granic. Mam na imię Ania, ale czasem lubię być Anulką.

Napisz wiadomość do Projektodawcy

2873 PLN z 12000 PLN

44 Wspierający

Zakończony Cel nie został osiągnięty

Aby otrzymać środki, projekt musi osiągnąć minimum 100% finansowania (model "wszystko albo nic") do 26.03.2017 10:10

Czarownica Anulka

O projekcie

Jeśli uznasz, że moje marzenie jest warte wsparcia i zechcesz Anulce towarzyszyć w poszukiwaniu uśmiechu, wybierz nagrodę po prawej stronie ekranu i dołącz do pozytywnie zwariowenej ekipy czarownic i czarowników. Będę wdzięczna za każde wsparcie!!! ;-) :-) :-)

Znajdziecie mnie:

Ania_L671984@wp.pl

https://www.facebook.com/events/1769970186656802/

https://www.facebook.com/ania.lewandowska.509

tel. 731871246

Dlaczego napisałam bajkę? Bo lubię bajki :) Chciałam napisać bajkę taką, jaką pamiętam z dzieciństwa, w klimacie starych baśni i opowieści, a jednocześnie bajkę dla współczesnych dzieci, dzieci gier komputerowych, które nie wiedzą, ile radości może dać stary trzepak na podwórku, bierki i dziecięca wyobraźnia. "Czarownica Anulka" to tradycyjna bajka z morałem, która uczy samoakceptacji, ważnych wartości, zwykłej życzliwości i uwagi. To bajka, w której złośnik kocur dostanie magiczną nauczkę, a niemiłe bobry nauczą się mówić: dziękuję, przepraszam, dzień dobry.

Czarownica Anulka w gazecie !!!

http://www.expressbydgoski.pl/kultura/a/czarownica-anulka-szukajac-usmiechu-pragnie-dotrzec-do-dzieci-i-doroslych,11786006/

Mam na imię Ania i jestem niespełnioną pisarką. Spełnienie sprowadza się do ilości wydanych książek, a u mnie na liczniku nieustanne zero – stąd to poczucie niespełnienia. Choć, co ważne podkreślenia, realizuję się jako kocia mama. Z wykształcenia jestem nauczycielem i bibliotekarzem, ukończyłam filologię polską na Uniwersytecie w Bydgoszczy w czasach tak odległych, że tylko najstarsi mędrcy pamiętają. Mam dużo lat, jeszcze więcej książek i bzika na punkcie czarno-białych filmów.

Tak się będę uśmiechała!!! 

Kuszenie na kociaka nr 1. 

Kuszenie na kociaka nr 2. 

Jeśli próba przekonania „na kociaki” okaże się nieskuteczna, to może przekonam Was bajką, którą napisałam jakiś czas temu pt. „Czarownica Anulka”.

Oto Anulka! 

(Ilustracja: Magda Kwasik „Madee”).

Bajka opowiada (na pewno się nie domyślacie) o przygodach rudej czarownicy o imieniu Anulka, która wyrusza na poszukiwanie uśmiechu. Dziewczynka spotyka na swojej drodze kocura złośnika, zapracowane bobry, zieloną ze złości żabę i siedmiokropkę. 

Oto żaba (i Anulka)! 

(Ilustracja: Magda Kwasik „Madee”).

Piszę zawsze, odkąd pamiętam i nie pamiętam. Pisanie odgrywa w moim życiu najważniejszą rolę. Sprawia, że jestem trochę jak Alicja w Krainie Czarów, wskakuję do króliczej nory i doświadczam magii. Nie piszę tylko bajek dla dzieci, ale też opowiadania, wiersze, powieści. Bajka, którą chciałabym wydać jest skończona, wzbogacona cudownymi ilustracjami Magdy Kwasik „Madee”.

Siana (choć nie wiem, co powiedziałby na to Bukowski) potrzebuję na wydrukowanie książki, na promocję, korektę, dystrybucję, na to, żeby okladka byla twarda, zdjęcia duże, papier dobrej jakości... ot i całe mecyje. 

W wolnych chwilach składam książki staruszki, których nikt nie chce, a biblioteki palą w wielkich piecach lub mielą na miliony kawałków.

Fragment bajki! 

TYTUŁ:

CZAROWNICA ANULKA

Na fioletowym wrzosowisku, niedaleko horyzontu, mieszkały czarownice. Wszystkie miały zielone oczy, a włosy czarne jak smoła. Lubiły śmiać się, latać na miotłach i przyrządzać w wielkich kotłach tajemnicze mikstury, które raz po raz wybuchały kolorowym dymem, brudząc im nosy i kapelusze. Wiedźmy były dobre, nikomu nie grały na nosie, nie mąciły wody w strumieniach, nie rzucały klątw na zuchwałych pyszałków, rozbójników i chochliki. Były roztrzepane i miały pstro w głowach, ale jeśli nieproszony wędrowiec zjawiał się na ich wrzosowisku były czujne i podejrzliwe. Były tak do siebie podobne, że nie sposób było je od siebie odróżnić. Każda z czarownic miała jednak charakterystyczny śmiech. Jedna śmiała się w głos, inna chichotała pod nosem, jeszcze inna śmiejąc się, wydawała dźwięk chrumkającej świnki. Była też taka, która swoim piskliwym śmiechem rozłupywała orzechy i taka, co śmiejąc się, dostawała czkawki. Jedna zgrzytała zębami, a śmiech kolejnej brzmiał jak echo. Była też taka, którą śmiech zwalał z nóg i taka, którą śmiech doprowadzał do łez.

Latem zbierały zioła, kolorowe robaczki, żuczki, dżdżownice, pająki. Wiosną łapały motyle i żaby. Jesienią główkowały nad nowymi czarami,  a zimą spały snem głębokim, przytulały się do siebie i cichutko chrapały. Z pierwszymi przebiśniegami budziły się, wychodziły na wrzosowisko i tańczyły, śmiejąc się i śpiewając.

W każdą pierwszą noc lata, przy blasku Księżyca, odbywał się rytuał, podczas którego podchodząc po kolei do wylosowanego kotła, każda z wiedźm wypowiadała szeptem jedno słowo, które przeistaczało się w żywioł ognia, wody, powietrza i ziemi. To, co dostawały w zmian zawsze było zagadką. Raz dostały kolorową papugę, a innym razem flakonik niekończących się perfum. Tej nocy kocioł zakręcił się trzy razy w prawą stronę i raz w lewą, podskoczył pod sufit i opadł na klepisko, odsłaniając przed ciekawskimi wiedźmami gaworzące niemowlę.

– To dziewczynka! – wykrzyknęła jedna z czarownic.

–  A myślałam, że koza – zakpiła kolejna.

– Ale z ciebie czarownica – wtrąciła się inna.  

Pozostałe czarownice zaczęły zaglądać do kotła, szturchały się łokciami, przepychały, mruczały coś pod nosem i kręcąc z niedowierzaniem czarnymi czuprynami spoglądały po sobie, szukając rozwiązania.

– Jest jedną z nas – powiedziała wiedźma, której śmiech rozchodził się szerokim echem po fioletowym wrzosowisku. – Będziemy się nią opiekowały na zmianę – dodała i podnosząc dziewczynkę owinęła ją w szal utkany z pajęczyny. Zgromadzone w ciemnej izbie czarownice klasnęły w ręce i zaczęły śmiać się wniebogłosy.   

Dziewczynka, rozpieszczana, karmiona pychotkami, przytulana i całowana w pucołowate policzki,  rosła jak na drożdżach. Im jednak była starsza, tym wzmagał się w jej opiekunkach niepokój. Nie dość, że włosy dziewczynki, z każdym kolejnym rokiem, stawały się bardziej rude, to na dodatek jej usta układały się  w podkówkę i nawet najbardziej pracochłonne czary, psoty i figle nie były w stanie jej rozśmieszyć. 

 

 

Najbardziej wspiera mnie mój mąż, który zamyka mnie w pokoju i każe pisać. Grozi, że nie będzie robił pychotek, a świetnie gotuje! Jesteśmy małżeństwem z kilkumiesięcznym stażem, mamy dwie kocie ślicznotki i wspólne projekty literackie. Wkurza mnie, kiedy zostawia pustą rolkę po papierze toaletowym w łazience i uczy kociaki broić, ale bez niego nie byłoby bajki, czarownicy Anulki i całego projektu. 

Drużyna Czarownic!!!

Takie śliczne Czarownice (i przystojny Czarodziej) wspierają Anulkę. Dołącz do nich ;-) :-)