Dołącz do naszej społeczności!

Ładowanie strony

O projektodawcy

survoje

survoje

Polanica-Zdrój

Pochodzę z małej miejscowości położonej w Kotlinie Kłodzkiej. Trzy lata temu wyjechałam na studia do Anglii, gdzie brałam udział w wielu akcjach charytatywnych, których dochód przeznaczony był na edukację i rozwój dzieci w Afryce i Azji. W tym roku jestem na wymianie studenckiej w Malezji. Podróże do sąsiednich biednych państw, tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że musimy pomagać innym. W tym roku chcę pomóc dzieciakom z jednej z odizolowanych indonezyjskich wysp uczyć się angielskiego, co zwiększy ich szansę na godną pracę i życie.

Napisz wiadomość do Projektodawcy

1821 PLN z 7500 PLN

25 Wspierający

Zakończony Cel nie został osiągnięty

Aby otrzymać środki, projekt musi osiągnąć minimum 100% finansowania (model "wszystko albo nic") do 15.05.2015 13:01

Książki do angielskiego dla dzieciaków z Komodo

O projekcie

Kojarzycie smoka z Komodo, największą jaszczurkę na świecie? Zamieszkuje on jedną z indonezyjskich wysp. A czy wiecie, że na tej samej wyspie żyje również społeczność licząca około 2000 osób, z czego większość to dzieci? Dzieci, które nie mają szans na porządną edukację. A ja jako osoba, która wierzy w siłę edukacji, nie mogę przejść obok tego problemu obojętnie. Chcę im pomóc przez naukę jezyka angielskiego. Celem projektu na PolakPotrafi jest zebranie kwoty, która wystarczy na zakup 100 książek i przyborów szkolnych, dzięki którym będę mogła nauczyć dzieci podstaw języka i zachęcić do dalszej nauki. Jeśli projekt się powiedzie, to zostanę w Komodo przez dłuższy czas i postaram się zaangażować jak najwięcej dzieci. 

 

Podróże są moją pasją, więc kiedy tylko nadarzyła się okazja, poleciałam do Indonezji. Plan był prosty – chciałam zobaczyć ogromne jaszczury. Dotarcie na Komodo, wierzcie mi, nie jest łatwe, jeśli nie korzysta się z oferty biur, a ja zawsze zwiedzam na własną rękę i najlepiej miejsca nieturystyczne. Z wyspy Lombok, zajęło mi to 3 dni. Ale kiedy już tam dotarłam, mieszkańcy oczarowali mnie  swoim ciepłem i przyjacielskim spojrzeniem. Ci ludzie naprawdę nie mają wiele, mieszkają w pozbijanych z desek i blachy domków, dzieciaki chodzą w dziurawych ciuchach. A jednak potrafią dać człowiekowi więcej, niżby się można było spodziewać. Pokazując, że można żyć w zgodzie i przyjaźni, szanować każdego bez wyjątku, nie zazdrościć, a współdziałać, przywrócili moją wiarę w ludzi. Wzruszyła mnie także ich ciekawość, co chwilę ktoś do mnie podchodził i rozmawiał, o życiu, o tym jak jest tam - daleko; w miejscach, do których prawdopodobnie nikt z wioski nie wyjedzie.

Kilka dni spędzonych na Komodo dało mi wiele do myślenia. Bo jak to jest, że tak biedni ludzie są tak szczęśliwi? Chciałabym się za to odwdzięczyć.

Jeszcze będąc na Komodo rozmawiałam (prosty angielski przeplatany migami) z nauczycielami i bardzo spodobał im się mój pomysł nauki angielskiego. Jeśli uda się uzbierać fundusze na książki, papier i przybory do pisania, to projekt odbędzie się w czerwcu.

Nie posiadam żadnych uprawnień pedagogicznych, ale mój angielski jest na odpowiednim poziomie – ostatnie lata edukacji spędziłam w Cambridge i Nottingham. Do tego mam w sobie dużo pozytywnej energii i cierpliwości. Dobry angielski wzmocni pozycję dzieciaków z Komodo na rynku pracy, da im szansę prowadzenia życia, o którym marzą.

Do nauki języka potrzebne są materiały. Chcę zakupić 100 książek oraz przybory do pisania i papier. Jeśli uzbierana kwota przewyższy 7500, wtedy zakupię jeszcze większą ilość książek i tym samym uszczęśliwię (uszczęśliwimy razem, bo Wy mi pomożecie!) więcej dzieciaków. Na całościowy koszt składa się jeszcze przewiezienie książek na odległą wyspę, co nie jest łatwe, i przelot.

Jestem młodą osobą, która wierzy w siłę edukacji i walczy o równe szanse dla wszystkich. Trzy lata temu wyjechałam na studia do Anglii, gdzie również wspierałam akcje na rzecz rozwoju i edukacji dzieci z biednych krajów. Rok akademicki 2014/2015 spędzam w Malezji. Podróże do sąsiednich krajów azjatyckich otworzyły mi oczy na prawdziwą skalę problemu. Widziałam dzieci, którymi nikt się nie zajmuje, które są pozostawione same sobie. Te dzieci nie chodzą do szkoły, te dzieci nie dostaną dobrej pracy, te dzieci nie będą wieść dobrego życia. Wiem, że nie mogę pomóc wszystkim, ale wierzę, że jeśli mi samej, młodej studentce, uda się jechać na odizolowaną od świata wyspę i uczyć tam dzieci angielskiego, to może zainspiruje to i da wiarę innym, że warto pomagać.

Chcesz wiedzieć więcej? Może moja strona Ci pomoże www.survoje.pl

Jadę sama, szerzyć wiedzę i zachęcać do działania. A Wy możecie mi w tym pomóc. Jeśli wierzycie, że edukacja powinna być dostępna dla wszystkich, bez względu na pochodzenie, kolor skóry czy zamożność, proszę pomóżcie.

Koszt wysyłki nagród poza Polskę pokrywa wspierający. Jest również możliwość wysłania nagród elektronicznie ;)