Dołącz do naszej społeczności!

Ładowanie strony

O projektodawcy

jacor2008

jacor2008

Konin

Prywatnie - ojciec dwójki wspaniałych dzieci, które są tym co mi w życiu wyszło najlepiej. Oprócz włosów. Słucham dobrej, ciężkiej muzy, trenuję sztuki walki. Zarabiam na życie pracując fizycznie za granicą. Posiadam wyższego, techniczne wykształcenie.
Projekt zawiera moje pierwsze w życiu książki, przygotowywane do wydania. Jako 10-latek pisałem opowiadania s-f. Opublikowałem je sam, drukując fragmenty dziecięcym zestawem czcionek i częściowo pisząc odręcznie. Po zestawie z dzieciństwa nie ma już śladu a moje pismo odręczne należy do tych trudniejszych w rozszyfrowywaniu. Stąd pomysł na polakpotrafi.pl

Napisz wiadomość do Projektodawcy

800 PLN z 27950 PLN

4 Wspierający

Zakończony Cel nie został osiągnięty

Aby otrzymać środki, projekt musi osiągnąć minimum 100% finansowania (model "wszystko albo nic") do 22.01.2020 22:10

Dwie pierwsze książki

O projekcie

Opis projektu

Na projekt składają się dwie prace - książki mojego autorstwa. To "Kalinkowe ecie" oraz "Wykształciuch w szparagach". Książki są już napisane. Wydawnictwo jest wybrane - to Poligraf z Wrocławia. Ilustrator książeczek dla dzieci też już jest wybrany. Nazwisko na razie trzymam w tajemnicy. Brakuje przysłowiowej kropki nad "i". Czyli... jeśli nie wiadomo o co chodzi to znaczy, że chodzi o? - O kasę.

Z Waszym wsparciem z pewnością się uda!

Projekt został uruchomiony 18 grudnia br. Potrzebną kwotę planuję uzbierać  w 35 dni czyli do 22 stycznia 2020 roku.

Po uzbieraniu zakładanej sumy podpisuję umowę z wydanictwem Poligraf 25 stycznia 2020 roku. "Kalinkowe ecie" oraz "Wykształciuch w szparagach" będą wydane po 1000 egzemplarzy. Jeśli uzbieram więcej niż zakładane 100%, zwiększę nakład obu pozycji.

Koszt wydania książeczki dla dzieci przy wspomnianym nakładzie to 13.400 zł. Do tego dochodzą jeszcze koszty ilustracji z projektem okładki ok. 3.000 zł.

Koszt wydania "Wykształciucha" to 11.550 zł.

 I po to jest ten projekt. Żeby pomóc ją uzbierać. Dla osoby zajmującej się pracą dorywczą to rzecz niewykonalna.

Przy takim obrocie sprawy, pod koniec lutego książki trafią na rynek księgarski. Oprócz tego również do 17-u bibliotek wojewódzkich. Kilkanaście egzempalrzy "Kalinkowego ecie" chcę podarować poznańskim przedszkolom oraz oddziałom dziecięcym poznańskich szpitali.

Tytułem wstępu

Zanim podjąłem się umieszczenia tego projektu na stronie polakpotrafipl. wysłałem kopie swoich prac do znajomych z prośbą o recenzję.

Oto zdanie o "Wykształciuchu w szparagach":

Czyta się to jak Pana Samochodzika i Tajemnicę Tajemnic – dużo opisów architektury, dużo szczegółów historycznych, sporo krótkich wtrętów tematycznych. Tempo jest w porządku i dobrze wpada się w opowieść.

a oto zdanie o "Kalinkowym ecie":

"widać, że tekst jest osobisty - taki ciepły i pełen sympatii".

Chcę tymi krótkimi przykładami podkreślić, że rozmawiamy o istniejącyh pracach, gotowych do wydania. Różnice w formatowaniu cytowanych opinii są zamierzone. 

O czym są książki, składające się na projekt?

Pierwsza praca opisuje zabawne historyjki z życia mojej wówczas dwuletniej córki. Okładką będzie obrazek, który namalowała w tamtym czasie. Możemy go podziwiać w miniaturze projektu. Książeczka ta jest skarbnicą i pamiętnikiem jej pierwszych wypowiadanych słów. Z tytułowym "ecie" na czele, które to słowo jest, jakby je nazwać, słowem autorskim Kalinki.

Oto jeden z zapisów:

"pii mniam mniam jał jał, ecie" 

Kto zgadnie, co znaczy to zdanie? :)

Ta książeczka to prezent ode mnie dla mojej pociechy, która wkrótce rozpoczyna naukę w szkole. To taki osobisty, pierwszy elementarz. Nic o tym projekcie nie wie. Dlatego bardzo proszę o dyskrecję. Zależy mi, żeby to była najkosmiczniejsza niespodzianka.

Książeczka przeznaczona jest dla dzieci w wieku 2-6 lat.

Okładkę drugiej pracy będzie stanowił rysunek przedstawiający kopce ze szparagami. No, nie tak nudne jak te powyżej. Nie, nie. Będą to kopce nad którymi zobaczymy niezgrabnie pochyloną postać inteligenta dłubiącego w ziemi długim, stalowym narzędziem, ubranego w dżinsową marynarkę z podwinięttymi rękawami, turystycznym kapeluszem na głowie i ubabranymi błotem gumowcami na nogach. Portki robocze, wsunięte niedbale w kalosze, które topią się mocno ponad kostki w mętnej kałuży. Nad polem góruje słońce z drwiącym uśmiechem i chmura, która nie wie, co ma ze sobą zrobić, więc przegląda się w gęstej kałuży, w której - jak już wiemy - po łydki tkwią gumowce naszego magistra. 

Opowieść ta traktuje o perypetiach odpowiedzialnego ojca, który po utracie etatu oraz po długiej przerwie chorobowej, decyduje się na wyjazd za pracą fizyczną, żeby w ten sposób ratować zruinowany, rodzinny budżet. 

Praca napisana jest w konwencji przygodowej. Narrator sprawnie prowadzi czytelnika przez całą opowieść, wtrącając czasami opisy krajobrazów czy napotkanych ciekawostek architektonicznych. Bohater, zdefiniowany trashmetalowiec, jest osobą o bogatym życiu wewnętrznym, którego definiują barwne i ciekawe sny. Jest idealistą rzadko spotykanym we współczesnych czasach, bohaterem walczącym ze złem tego świata. Szczególnie ze skutkami ubocznymi, jakie daje nadmierne spożywanie różnej maści "wspomagaczy" mieszanych z alkoholem. Opowieść pokazuje dosadnie, bez ogródek, jak działa osobnik będący w stanie "zmieninej świadomości". Nic nowego -  ktoś może zdążył już pomyśleć. Doprawdy? Do momentu aż na naszej drodze nie stanie taki osobnik. O tym m.in też będzie można przeczytać w tej książce. Dowiemy się z niej również, jak potrafi Polak Polakowi wilkiem być za granicą. I dlaczego Niemiec płakał, gdy sprzedawał swoje auto. 

Lektura kierowana jest tylko do dorosłych czytelników zainteresowanych poznaniem życia osób pracujących tymczasowo za granicą.

 Dlaczego postanowiłem w projekcie umieścić obie prace? 

Obie traktują rzeczowo o uczuciach. O ojcowskich uczuciach. O szczerych uczuciach, które tak bardzo pomija się w XXI wieku. Są ojcowie, co szaleją za swoimi dziećmi. Tęsknią za nimi. Wspierają je. Bawią się z nimi. Martwią się o nie. Uczą tego, na czym się znają i tego, co potrafią. Rozpieszczają je. Walczą o zapewnienie bytu wszelkimi sposobami - za kierownicą, w białym kołnierzyku, przed tablicą, w gumowcach po kostki w błocie też. Znam takich ojców osobiście. To moi dobrzy koledzy, przyjaciele od lat. 

Obie książki łączy słowo "ecie". Pojawia się w tytułowej książeczce dla dzieci. Jest też niewysłowionym wspraciem dla ojca samotnie pracującego za granicą, bohatera "Wykształciucha".

To bardzo emocjonale i szczere prace. 

 Na czym mi zależy?

Na tym, żeby po lekturze "Wykształciucha", mieć bardziej wyostrzone zmysły na osobniki będące "pod wpływem". Pod wszelkim i szeroko rozumianym wpływem. Chcę też pokazać, że wbrew obiegowym opiniom, marihuana nie jest całkowicie bezpieczna. Poznałem ludzi, któzy leczyli się z uzależnienia od marihuany właśnie, dlatego że o mały włos nie doprowadzili do tragedii będąc w stanie zmienionej świadomości.

Chcę również w ten sposób przekazać, że samotne, długotrwałe zarabianie z dala od domu i dzieci jest obarczone ogromnym stresem. Szczególnie dla dzieci. 

"Kalinkowe ecie" pokazuje, że można spędzić czas z dwuletnim dzieckiem nie używając tableta, smartfona czy telewizji. Tyle ciekawych rzeczy dzieje się wokół nas :)

Zależy mi też na tym, żeby zostawić coś po sobie swoim pociechom. 

 

Nasza ekipa

Kalina - autorka tajemniczego słowa "ecie". Bohaterka historyjek opisanych w książeczce. Poniżej próbuje kontrolować pracę taty w czasach, gdy powstawały pierwsze zapisy ;)

Miłosz, który angażuje się w bieżące prace plastyczne, związane z "piatką z uśmiechem":

 

Jacek - autor, który dzielnie notował każde słowo, każde zdanie i brał udział w opisanych historyjkach.

A tu na zdjęciu tata autor z córką Kaliną z czasów, gdy tworzył się materiał na książeczkę.

Dlaczego crowdfounding? Dlatego, że to zaufana forma wsparcia finansowego dla każdego projektu. Forma, która zbliża do siebie autora, artystę z jego potencjalnym odbiorcami. Na naszych oczach tworzy się dzieło.

Współpraca z portalem polakpotrafi.pl jest całkowicie bezpieczna. Zebrana kasa trafia w całości na wyznaczony cel. I nie ma przebacz. Jeśli zdarzy się tak - w co nie wierzę - że, nie uzbieram wymaganej kwoty, wszystkie pieniądze wrócą do darczyńców. Tak? Czujecie się bezpieczni?

Trafilem tu z rekomendacji wydawnictwa Poligraf z Wrocławia, którego autorzy sfinasowali już swoje dzieła za pośrednictwem portalu polakpotrafi.pl

Na wszelkie pytania chętnie odpowiem pod tym adresem:

dwiepierwszeksiazki@gmail.com

A teraz przekazujemy pierwszą nagrodę dla wszystkich, którzy dotarli do końca tekstu.

To Kalinkowa "piątka z uśmiechem", nad którą pracowała razem zmłodszym bratem.

Ps. Zdięcie wysyłamy każdemy darczyńcy bez wyjątku na przekazaną kwotę.

To projekt autorski mojej kochanej córki.

Pozdrawiamy :)