Dołącz do naszej społeczności!

O projektodawcy

Greta Gulsen

Greta Gulsen

Lublin, Polska

jestem absolwentką Medycznego Studium Zawodowego na kierunku Terapeuta zajęciowy, domorosłym filozofem i pianistką. Przygodę z pisaniem rozpoczęłam w wieku ośmiu lat z początku traktując jedynie jako hobby. Oprócz pisania interesuje mnie historia, pochłania świat medycyny, ezoteryki i starego kina, fascynuje muzyka Fryderyka Chopina.

Napisz wiadomość do Projektodawcy

60 PLN z 5500 PLN

1 Wspierający

Zakończony Cel nie został osiągnięty

Aby otrzymać środki, projekt musi osiągnąć minimum 100% finansowania (model "wszystko albo nic") do 11.08.2018 22:10

Wydanie powieści 'Motyl w kolorze indygo'

O projekcie

Witam! :-)

Mam na imię Małgorzata i jestem młodą pisarką, tworzę pod pseudonimem Greta Gulsen. Debiutowałam latem ubiegłego roku społeczno-psychologiczną powieścią "Jak Feniks z popiołów". Jednak jedna wydana powieść nie jest szczytem moich marzeń, dalej piszę i chcę wydawać. Obecnie w przygotowaniu jest "Motyl w kolorze indygo", której fabuła opisuje losy w większości fikcyjnych bohaterów wplecione w wydarzenia historyczne związane z budową i katastrofą liniowca RMS Titanic. Na chwilę obecną napisaną mam połowę tej historii, całość to ponad sześćset stron w druku, Nie chcę zamęczać czytelnika opasłym tomiskiem, toteż doszłam do wniosku, że najrozsądniej będzie wydać ją w dwóch tomach, po około trzysta stron każdy. Na to jednak potrzebne są pieniądze, którymi ja nie dysponuję. Wydanie pierwszego tomu to około 5 tysięcy złotych, o które w tym miejscu gorąco proszę. Jeśli zaś udałoby mi się zebrać więcej, środki te przeznaczę na wydanie drugiego tomu.

 

Geneza i inspiracje „Motyl w kolorze indygo”…

Powieść ta powstała przede wszystkim z potrzeby serca i ku pamięci osób i zdarzeń, które w niej się pojawiają. Upamiętnia zarówno ofiary jak i ocalałych z tragicznego rejsu RMS Titanic. 

 

W pewien przedświąteczny grudniowy dzień natrafiłam na informację o herbatniku z Titanica sprzedanym na aukcji za niebagatelną kwotę. Przyznam się, że dzień wcześniej obejrzałam film Jamesa Camerona, który po seansie zawsze długo siedzi w mojej głowie, toteż moje szukanie informacji dotyczących statku nie było przypadkowe. Nie spodziewałam się, jednak, że będzie ono miało tak daleko idące konsekwencje. Zupełnie niezależnie zaczęłam myśleć o tym ciastku, filmie i o tym co stało się ponad 100 lat temu u wybrzeży Nowej Fundlandii. I wtedy…Pamiętam to uczucie… Olśniło mnie! Dosłownie mnie olśniło! A tak się bałam o moją wenę martwiąc się, że po Jak Feniks z popiołów długo jeszcze nic nie napiszę.

Inspiracji do powstania  Motyl w kolorze indygo” było wiele i w sumie trudno byłoby mi je teraz zliczyć. Swoje zrobił Cameron wiekopomną produkcją „Titanic” co momentami jest bardzo wyczuwalne. Jednakże najważniejszy wkład miał sam fakt, że na Titanicu (być może) płynęli Polacy. Nawet jeśli nie „czystej” krwi to tacy „pół na pół”, albo też osoby, które były z Polską związane. Przeglądając listę pasażerów natrafiłam na kilku takich Słowian – najprawdopodobniej obywateli Czech, Rosji czy Litwy. Jak na przykład Józef Montwił (na liście jako Juozas Montwila) 27-letni duchowny z Sowalszczyzny. Był pasażerem drugiej klasy, do Ameryki wiózł psalmy uciekając przed piekłem carskich prześladowań. Zginął, bo ustąpił miejsca w szalupie, które proponowano mu kilka razy. W zamian, decydując się nieść pomoc pasażerom potrzebującym duchowego wsparcia. 

Pamiętajmy, że Titanic zatonął w czasie dla nas niespokojnym. Zabory rozproszyły po świecie wielu naszych rodaków, więc niewykluczone, że jakiś pasażer statku miał polskie korzenie i mieszkał za granicą. Tak jak Rosa Pinsky, pasażerka drugiej klasy wracająca Titanikiem z wizyty u krewnych mieszkających w Warszawie. Od śmierci wybawiła ją szalupa numer 9. Są to jednak tylko domysły poparte kilkoma poszlakami i trudno dziś dawać im w pełni wiarę. Najbezpieczniej będzie potraktować tę informację jako ciekawostkę, co do której nie ma pewnych  źródeł.    

W skrócie, o czym jest "Motyl w kolorze indygo"...

 

Wiosna 1910 roku.

Zdruzgotany informacją o rychłym rozwodzie rodziców młody artysta Jakub Talicki, postanawia uciec z domu. Trafia do Cherbourga, gdzie zakochuje się z wzajemnością w pochodzącej z Polski Sarze. Nieprzychylna dla ich związku matka dziewczyny zmusza Jakuba do opuszczenia Francji. Wówczas właśnie rozpoczyna on pracę w Belfaście, w stoczni przyjaciela ojca, przy budowie Titanica. Kiedy po wielu tygodniach sytuacja zakochanych powoli zaczyna się krystalizować, w życiu Jakuba nieoczekiwanie pojawia się Vincent, który zmienia wszystko. Zaś zaniedbywana przez ukochanego Sara znajduje wspólną nić porozumienia z architektem statków, Thomasem Andrewsem, który wkrótce zaczyna wtajemniczać ją w tajniki projektowania jednostek pływających.

Autorka „Jak Feniks z popiołów” powraca, by po raz kolejny udowodnić Czytelnikowi jak wiele w naszym życiu może zmienić jeden człowiek i jak cienka jest granica między życiem a śmiercią.

 

Fragment  powieści...

Był 15 kwietnia 1890 roku, gdy we wsi Żelazowa Wola przyszedł na świat jedyny syn państwa Talickich imieniem Jakub pieszczotliwie nazywany, też „Kiki.” Miejsce urodzenia chłopca miało być mu szczęśliwą wróżbą na przyszłość i sprawić, by odniósł równie wielki sukces co słynny geniusz fortepianu, aczkolwiek niekoniecznie w tej właśnie dziedzinie. I całe szczęście, że rodzice Jakuba nie narzucali mu gry na tym instrumencie, bowiem chłopiec już od najmłodszych lat świetnie odnajdywał się w świcie pióra i pędzla. Potrafił równie pięknie coś namalować, by za moment z równą finezją słowa przelać tę myśl na papier. Niepowtarzalny geniusz rodził się w tym małym umyśle, a im bardziej chłopak rósł, tym większy stawał się jego potencjał. Wakacje 1906 roku miały być jednak ostatnimi beztroskimi miesiącami w jego życiu.

Ciotka Elżbieta uparła się wówczas, że zabierze Jakuba do siebie, tłumaczyła decyzję chęcią zapewnienia młodemu człowiekowi rozrywki na jaką zasługiwał co dzień od świtu pomagając rodzicom w prowadzonym przez nich gospodarstwie. Życie zubożałej rodziny szlacheckiej nie należało wcale do najłatwiejszych. Na tę wieść Jakub ucieszył się bardzo, w szczególności z powodu rychłego spotkania z kuzynostwem, za którym przepadał równie mocno, co oni za nim.

W domu ciotki spędził cudowne trzy wakacyjne miesiące, a kiedy zbliżał się wrzesień i gotów był już do podróży powrotnej wtem zaskoczyła go wieść o planowanym rozwodzie rodziców. Jak się potem okazało ciotka o wszystkim wiedziała, ale starała się odwlec powiedzenie prawdy sądząc, że złagodzi tym jego ból. Stało się jednak odwrotnie – co prawda powrócił on do domu, do na dobre już skłóconych rodziców, ale na krótko. Łudził się jeszcze, że uda mu się pogodzić zwaśnionych chlebodawców, jednakże widząc, że jest to niemożliwe zrozpaczony poddał się. Czarę goryczy przelała konieczność wyboru rodzica, z którym miałby zostać. Miał szesnaście lat, cały jego świat legł w gruzach, a rodzice wciąż nalegali jedno po drugim na rychłą decyzję. Nie potrafił zdecydować, więc pewnego dnia tak po prostu spakował się i uciekł.. Kierował się do Francji licząc po cichu, że druga ojczyzna Chopina i dla niego okaże się być dobrą monetą.

Nastała wiosna 1910 roku.

Niespełna dwudziestoletni Jakub Talicki przechadzał się ulicami Cherbourga w poszukiwaniu natchnienia. Był wieczór, jak zwykle bezchmurne niebo zachwycało swoim pięknem. Młody Polak lubił na nie patrzeć, przywodziło mu to na myśl rodzinne strony, które przez skłóconych rodziców był zmuszony opuścić. Od tamtej pory musiał radzić sobie sam, było mu ciężko, ale nie narzekał. Żył skromnie, ale za to jego życie było pełne wrażeń. Cieszył się z tego bardzo, wiedział, że nie mógłby dłużej nigdzie zagrzać miejsca. Był wolnym strzelcem, pasowało mu takie życie.

Po dłuższej przechadzce usiadł na ławce. Jego uwagę przykuła pewna ślicznotka siedząca z nosem w notatniku. Prędkim okiem ocenił, że jest nawet ładna: długie złociste włosy, perłowo niebieskie oczy i delikatna jasna cera zdobiły jej porcelanową twarzyczkę. Dosyć nawet do pozowania –ocenił rychło młody malarz.

Czy wadzić pani będzie moje towarzystwo? – zapytał delikatnie uśmiechając się miło.

A niech tam! Idę fortunie na pokuszenie, ale dobrze panu z oczu patrzy. Siadaj pan!

Jakub usiadł obok niej natychmiast orientując się, że ma do czynienia z człowiekiem podobnym sobie. Nieznajoma była najprawdopodobniej emigrantką.

Miałbym dla pani koncept, właściwie zapytanie.

Proszę pytać.

Pani była kiedyś modelką?

Co proszę...?

Niepostrzeżenie ujął jej dłoń muskając wargami.

Nie przedstawiłem się, Jakub, Jakub Talicki.

Każdy się jakoś nazywa, a pan dla mnie dalej obcy człowiek.

Pani z Polski? Ja jestem Polak.

W rzeczy samej.

Czyli po prawdzie pani i ja z jednej krwi zrodzeni.

Ślicznotka pokiwała głową.

Pani coś pisze? – Kiki zerknął na notes.

A na co to panu wiedzieć?

Tak sobie. To pisze pani?

Wiersze skrobię od czasu do czasu. – Nieznajoma westchnęła.

Mógłbym? – Talicki niepewnie wyciągnął dłoń w kierunku zeszytu. – Panno...

Niech panu będzie, Sara… – Młódka pomachała jego dłonią na znak zapoznania. – Ale nic więcej pan nie dostaniesz. Mów pan jakie są pańskie zamiary.

Rad będę mogąc uczynić panią swoją modelką.

Sara momentalnie spoważniała. Zamilkła, po czym odrzekła najwynioślejszym z tonów jaki kiedykolwiek istniał.

Nie widzi mi się to zupełnie.

Chwileczkę, nie wyjaśniłem pani wszystkiego.

A czego mi pan nie wyjaśnił?

Proszę tylko spojrzeć. – Talicki wyciągnął swoją teczkę, którą zawsze nosił ze sobą. Następnie otworzył na pierwszej stronie ukazując oczom niewiasty swoje prace.

To nagie kobiety Tworzy pan akty miły panie?

Lubię czerpać z natury.

Dlaczego, więc nie pejzaże? – zapytała zmyślnie Sara przewracając kartki.

Pejzaże są martwe, a ja lubię rozmawiać ze swoim modelem.

Ach tak! Jestem, więc odpowiednim kompanem dla pańskich dyskusji?

Jakub zorientował się, że przestał być słuchany. Sara patrzyła gdzieś w dal.

Co pani tam widzi?

Mojego narzeczonego, przepraszam muszę już iść.

Szkic! – przypomniał Jakub łapiąc kobietę za rękę.

Proszę łaskawie jutro przyjść do mnie – rzuciła w pośpiechu.

Ale gdzie mam przyjść u licha?! Ni słowa pani nie rzekła.

Mój narzeczony to bardzo porywczy człowiek – wytłumaczyła. – Nie chcę, żeby sobie co złego o mnie pomyślał. Zazdrosny jest, a jak na zazdrość nawet najmniejsze potwierdzenie znajdzie. Biada mi! Biada panu! Wszystkim nam biada!

I tyle ją było widać. Uroczy aniołek zniknął gdzieś w tłumie przechodniów. Jakub momentalnie posmutniał. Chciał bardzo, ale nie wiedział czy jeszcze ją kiedyś spotka.

 

(Jeśli uda mi się zebrać środki, to pierwszy tom powieści pojawi się do końca bieżącego roku. Kolejny najpewniej ukaże się wczesną wiosną w okolicach rocznicy zatonięcia statku.)

 

Nagrody i ich realizacja...

 

KAŻDY pieniądz jest dla mnie ważny, dlatego będę niewymownie wdzięczna za KAŻDĄ wpłaconą złotówkę. Niemniej na najbardziej hojnych czekają nagrody: Więcej szczegółów w pasku bocznym. 

  • Jeśli chodzi o nagrodę w postaci e-booka "Jak Feniks z popiołów", wysyłka nastąpi zaraz po zakończeniu akcji. 
  • Na e-booka "Motyl w kolorze indygo" trzeba będzie zaczekać ok 3 miesiące od zakończenia akcji, wówczas nastąpi wydanie. 
  •  Podobnie pierwszy tom wersji papierowej " Motyl w kolorze indygo", który pojawi się u wpłacających najpóźniej  3 miesiące po ukończeniu zbiórki. Zatem niezbędna jest  cierpliwość. :-)
  • Kolejna sytuacja to ta, gdzie wpłacający w nagrodę dostaną 2 e-booki ( "Feniksa" i "Indygo") oraz pierwszy tom "Indygo" w wersji papierowej. W takim wypadku nagrody będą wysyłane na raty.
  • Na umieszczenie loga firmy i innych materiałów promocyjnych (co raczej oczywiste), również trzeba będzie zaczekać, aż do wydania powieści. 

 W razie pytań zapraszam  do udania się pod wskazane niżej adresy. Jest to, także pewna możliwość śledzenia postępów procesu wydawniczego powieści. :) 

Pozdrawiam serdecznie, liczę na Was. :-)