Dołącz do naszej społeczności!

O projektodawcy

Tomek Cze

Tomek Cze

Częstochowa

Urodziłem się i dorastałem w Częstochowie. Do 18-stki myślałem , że świat jest czarno-biały. Byłem idealistą. Później życie zapoznało mnie z każdym odcieniem szarości. Dostałem \"szkołę\" Niejednokrotnie podnosiłem ręce do góry , ale nikt nie chciał przyjąć mojej kapitulacji...
Dopiero przed \"czterdziechą\" ta wredna bicz , czyli życie, nauczyła mnie rozróżniać kolory .
I jest pięknie.
Teraz wiem , że nawet czarny może ukrywać w sobie błękit. Wystarczy zapalić światło.
A gdzie jest przełącznik ? Piękno życia polega na znalezieniu go w ciemności...

Napisz wiadomość do Projektodawcy

Obejmij patronat nad tym projektem!

Wybierz rodzaj wsparcia jakiego chcesz udzielić projektodawcy:


46 Wspierający

100% Postęp

10016 PLN z 10000 PLN

Udany! Cel osiągnięty

Aby otrzymać środki, projekt musi osiągnąć minimum 100% finansowania, model "wszystko albo nic", zbiórka będzie aktywna do 15.04.2017

KOMORNIK, czyli śmieszna opowieść o emigracji

O projekcie

 

`English version down the page. Prizes on right side >>>>>>

TUTAJ MOŻESZ WYBRAĆ I KUPIĆ MOJĄ KSIĄŻKĘ(dział NAGRODY)>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>     

Książkę i inne nagrody wysyłam na adres wskazany w mailu, użytym podczas zakupu.

                 . 

                                      Wywiad z autorem

http://www.polishexpress.co.uk/kazdy-zasluguje-na-godne-zycie-musi-sobie-tylko-na-nie-zapracowac

                     Artykuł w Gazecie Wyborczej

http://czestochowa.wyborcza.pl/czestochowa/7,48725,21588470,czestochowianin-na-emigracji-chce-wydac-ksiazke-i-udowodnic.html

                                                            Cel

                                

Większość materiałów, które tu znajdziecie, ma żartobliwą formę. Ale cały projekt jest bardzo "serio". Chodzi o spełnienie mojego marzenia. Chciałbym w urzędzie pracy w rubryce "ZAWÓD" wpisać "PISARZ", a nie "I TO JAKI"...

 Równocześnie daję Wam dużą porcję inteligentnej, mam nadzieję, rozrywki. W mojej książce znajdziecie to, czego szukacie, zarówno proste, rozluźniające przeponę żarty, jak i głębokie myśli, ozdobione autoironicznym poczuciem humoru. 

 Że nigdy nie przeczytałeś książki do końca? To nic. Ta będzie pierwsza! Tylko zacznij, a przekonasz się, że jest lepsza od czarnej dziury. Bardziej wciąga.

 Macie niepowtarzalną szansę odkryć kogoś nowego. I głównie Wam chcę to zawdzięczać. Nie zamierzam robić kariery przez łóżko, dlatego jestem tutaj.

Wspomóżcie mój projekt, a odwdzięczę się Wam świetnymi książkami. Pierwszą macie szansę otrzymać już teraz.    

Aha, byłbym zapomniał. Przepraszam, że mój projekt jest lekko amatorski, ale po prostu, przy jego produkcji nie zginęły żadne zwierzęta... ani profesjonaliści.

                 

       O książce

      

Ta książka jest jak dobra impreza. Tylko głowa po niej nie boli. 
Jest to komedia biograficzno-kryminalna  o polskim emigrancie. 
W trakcie czytania będziesz się śmiał i płakał, czasem równocześnie. 
Mimo żartobliwego stylu, ta książka nie jest żartem. 
Mówi ona o tym, jacy jesteśmy, my - Polacy. O naszych dobrych stronach, jak i o tym, co chcielibyśmy ukryć. Na wesoło i smutno. Serio i żartobliwie.
Śmiejmy się z samych siebie, bo inaczej to inni będą śmiać się z nas.
Czytając tę książkę będziecie widzieć w niej kawałek siebie... lub całego sąsiada. To nie tylko opowiadanie o emigracji, to również coś o życiu człowieka, który z idealisty staje się racjonalistą. O dorastaniu, zmianie spojrzenia na świat… O wszystkim. No właśnie. I po co to wszystko? 
Chcecie się dowiedzieć? Przeczytajcie! 
 Możecie obserwować bohatera, jak zmaga się z życiem. Życiem pisanym przez duże „Ha Ha”. Jak raz na wozie to pięć razy pod wozem. A z tyłu jedzie walec, który wszystko wyrówna. Czy uda mu się przed nim uciec? Trzymajcie kciuki. Ja nie będę, bo ja już znam zakończenie. 
Ostrzegam! każdy, kto zacznie czytać tę książkę jest narażony na bumelki i bezsenność przez cały czas czytania. Przed rozpoczęciem zaleca się najeść się do bólu brzucha i mieć przy sobie dwa wiadra wody: jedno do picia, a drugie do chłodzenia emocji. 

R-PP-58NG8X

                    

                                 

   Kolejność zdarzeń

W chwili obecnej, jakby powiedział murarz, prowadzę roboty wykończeniowe w książce. Przed zakończeniem projektu wszystko będzie "pod klucz". 

W tydzień po zakończonym sukcesem projekcie rozsyłam wszystkie nagrody z wyjątkiem wydrukowanej książki. 

Jeśi uda nam się zebrać razem potrzebną kwotę, książka przejdzie przez ręce drukarza.

Jeszcze pachnącą farbą drukarską książkę, pakuję w koperty i wysyłam do Was. Powinno to nastąpić w ciągu dwóch tygodni od zakończenia zbiórki.

 

 Opis po angielsku?

    

 

Książka jest w języku polskim, ale większość projektu przetłumaczona jest również na język angielski. Wynika to z faktu, że wielu moich znajomych nie mówi po polsku. Mam nadzieję, że ten projekt spodoba się także im. Dziękuję Wam za wyrozumiałość. 

                                                         Budżet           

    

8000 zł - przygotowanie i druk 1000 szt. książki,
1000 zł - nagrody i koszty dodatkowe,
  800 zł - prowizja
  200 zł - szampan i przekąski dla świętowania zwycięstwa.

 

 Progi

   00353

O próg łatwo się potknąć, dlatego wolałbym o nim nie mówić. Ale, niestety, jestem Wam winien wszelkie informacje. Dlatego proponuję:

12000 zł - twarda oprawa,
14000 zł - dokręcam dwa skecze własnego pomysłu (czekają w szufladzie ) i rozsyłam gratisowo do wszystkich darczyńców wspomagających mój projekt kwotą 40 zł lub więcej (może być też dwa razy po 20 itp.),
15000 zł - ten próg dopiszę jak tylko przejdziemy pierwszy bez potknięcia.

Fragmenty książki

Fragmenty są ułożone losowo. Imiona i pseudonimy są zaznaczone na czerwono i będą zmienione na życzenie darczyńcy (patrz: nagrody).

No dobrze. Już mam.
Wszystko zaczęło się, kiedy mama zdjęła majtki. 
Wtedy podszedł do niej tata, choć ja ani mama jeszcze nie wiedzieliśmy, że to będzie mój tata. Mama nawet jeszcze nie wiedziała, że po latach tak zacznie się moja historia. 
Powiem więcej. Moja mama nawet jeszcze nie wiedziała, kim jest ten pan, który podszedł i zaproponował pomoc, kiedy mama zdjęła majtki. 
Ale to nie tak, jak może się wydawać. Po prostu znów nie wyjaśniłem wszystkiego. 
Bo mama była bardzo szczęśliwa, że ściągnęła te majtki przed tym obcym jeszcze panem. Ale tylko dlatego, że w Polsce był kryzys, komunizm i co tylko. Były lata 70-te. I to nie znaczy wcale, że brała chłopa jak leciał. 
Bo te majtki były ostatnimi majtkami na półce w sklepie odzieżowym. Tata po prostu chciał „dmuchnąć”…
Cholera, znów wyrażam się niejasno. Tata po prostu chciał je porwać (ale nie potargać) mamie (a nie na mamie) sprzed nosa.
Ufff. Jakoś wybrnąłem. Ale wcale nie jestem szczęśliwszy. Bo mam jeszcze tyle do opowiedzenia. A jak będę dalej tak się plątał?

*

Podczas drugiej przerwy usiedli jednak razem, bo Aron przylazł za nim. Irys wyjął swojego rolla i zaczął mlaskać. Zenek wyjął swoją kanapkę, polską bułkę z włożonym w środek polskim burgerem z taniej sieci handlowej. 

I też zaczął mlaskać. Irlandczyk przyglądał się z zaciekawieniem, co jada się w Polsce. Pewnie steki z białych niedźwiedzi. 
- Łats Dys? (Co to jest) – Zapytał w końcu? 
- Polisz burger – zamachał dumny Zenek , – from...
„Jak jest Żabka po angielsku?" - pomyślał.

- Burger from frog. Czip. (Polski burger z Żabki. Tani.)
 Aron zrobił wielkie oczy. Spodziewał się, że w Polsce jedzą dziwne rzeczy, ale aż tak? Musi tam być kolosalny głód. Zenek wysunął swojego „burgera z płaza” w jego stronę.
- Traj. ( Spróbuj ) - powiedział. Ale ten jakoś dziwnie, ale stanowczo się wzbraniał, więc Zenek zaproponował mu coś innego. 
- Aj hew łan mor burger. From... (Mam jeszcze jeden burger) - „Jak to jest po angielsku Biedronka” - Burger from Lejdibag. (Burger z biedronki). - I znów wysuwa dłoń z burgerem z Biedronki w jego stronę, ale  Aronowi oczy prawie wypadły. Szybko wstał i wyszedł z pomieszczenia, bo miał wrażenie, że zaraz zwymiotuje. Po chwili wrócił, ale już zrezygnował ze śniadania. Jak zobaczył Zenka pałaszującego burgery z insektów, znów poczuł się słabo. 
Jednak dał radę zostać. Raczej bardziej z ciekawości. Obserwował, jak Zenek ze smakiem je burgera z biedronki. Mimo tego, że wiele dziwnych rzeczy słyszał o Polsce, to tego się nie spodziewał.
Ale nurtowało go jeszcze pytanie od strony technicznej. Odważył się je jakoś zadać.
- Hał meny  of dem ju niid for łan burger? (Ile biedronek potrzebujecie na jeden burger?).
Zenek nie bardzo zrozumiał pytanie. „Chyba się pyta ile burgerów trzeba, żeby się najeść.”
- Łan. - Odpowiedział stanowczym głosem.
- Oł, fak.- Krzyknął Aron i tym razem wybiegł „puścić pawia”. Jego organizm nie wytrzymał obrazu olbrzymiej biedronki, spłaszczonej w burgerze. A jeszcze wyobraźnia dokładała machanie nóżkami wystającymi za bułkę…
Już chyba nie zje nic w tym tygodniu. 

*

- To co, umyć Ci plecy?

- Ooo, - udaje oburzoną – czyżbyś uważał, że są brudne?! 
- Ależ nie, ale widzę na skrzydłach jakieś paproszki… - Lekko spłoszyłem się, nie wiedząc czy nie posunąłem się za daleko.
- To nic, – mówi – wydaje mi się, że skrzydła i tak będę musiała zostawić w łazience. - W moment zrobiło mi się gorąco… Stałem z opadłą szczęką, gdy obróciła się, wzięła kosmetyczkę i poszła do łazienki. Skorzystałem z okazji i schowałem pod łóżkiem. No… wiadomo, co! Nie to, żebym… ale tak na wszelki wypadek… mam nadzieję… coraz większą… spojrzałem w dół… naprawdę coraz większą!
Wyszła!

Zgasiła światło i szybko wskoczyła pod kołdrę… Niewiele udało mi się zobaczyć…Teraz moja kolej. 
- To teraz ja! – Ruszyłem do łazienki, bo nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Przecież w moim planie miała wejść do sypialni powoli, jak w filmie w zwolnionym tempie. Jej włosy miał rozwiewać wiatr. Nie wiem skąd miał się wziąć. Ale miał być! Każdy jej zwolniony krok miał pozwalać mi dostrzec idealne zarysy jej figury. Wzrokiem miałem powoli zbiegać z góry do dołu… Zachwycać się linią bioder…prześwitem między udami…
A ona po prostu szybko wskoczyła do łóżka!Co za nietakt… Takie ciało powinno się oglądać jak rzeźbę w galerii sztuki. Ale to nie zmieniło faktu, że nadal jestem napalony jak cholera! No dobrze, może to i lepiej, że nie postąpiła idealnie według mych marzeń, bo mógłbym wybuchnąć… przedwcześnie!
Tak, czy inaczej – teraz moja kolej.
- To teraz ja. Zrobię dwie długości wanny i wracam.
- Ha, ha, ha... Tylko uważaj na mielizny.
Chwyciłem kosmetyczkę i pobiegłem do łazienki. Pobiłem szybko rekord świata w pływaniu i wyskoczyłem z wanny, wycierając się w locie.
Alicja leży pod kołdrą. Do tej pory nie widziałem jej jeszcze w bieliźnie, ani tym bardziej – nago.
Zapalona jest tylko lampka nocna. Podchodzę z mojej strony łóżka. Odchylam kołdrę. Trochę więcej, niż trzeba… żeby zobaczyć trochę więcej, niż powinienem. Piękne ciało… idealna proporcja… Biała bielizna, jakby dla podkreślenia, że jest anielska… Nie… Bardziej dla ukrycia, że jest diabelsko seksowna!

Do tej pory nie wiem, jak się powstrzymałem, żeby nie rzucić się od razu...

*

A tymczasem polskie party idzie dalej. Tonacja parę oktaw w górę.

- Cooo? Wódka się skończyła?! No nieeee, tak, k… nie może być! - krzyczy  Pedant .

- Party... Eee …Świrus, leć po flaszkę, masz pięć dych. - Rzuca z szlacheckim gestem banknot na stół.
- Co ty, teraz to kupi wódę tylko w pubie… a tam trzy dychy trzeba dać. - Mówi najtrzeźwiejszy Chłodny.
- A co, - jeszcze bardziej bojowy Pedant - nie stać mnie?! Za swoje piję… Stać mnie! – Ja też jestem już zdrowo walnięty, ale przebija mi się w mózgu, że to musi być prawdziwy szlachcic… Pierwszy krzyczałby „liberum Veto!”. Rozśmieszyła mnie ta myśl, więc krzyknąłem w jego tonacji;
- Weź dwie flaszki! Później pomyślą, że Polak to nawet wypić nie potrafi..
- Co ty, Hirek. Daj spokój. - Wtrąciła się Hellenka - jeszcze wam mało? Przecież już jesteście dziabnięci zdrowo.
- Kto?! – Włączył się Świrus - My?! My to dopiero zaczynamy. No nie, Pedancik? Bierzemy dwie, i jak wrócę, to będą tańce! Idziesz Pedancik ze mną? Pokażemy im w pubie, jak się pije po polsku!
- Idziemy! – I objęci, rozpoczynając pierwsze pieśni patriotyczne, ruszyli w stronę baru.
Impreza po wyjściu duetu egzotycznego przycichła, pogadaliśmy o tym i owym, czekając na ich powrót.
Ale oni tak bardzo chcieli pokazać lokalnym, jak się pije po polsku, że wrócili po trzech godzinach. Na początku myśleliśmy, że to para niewidomych tańczy tango argentyńskie w przedpokoju, ale po paru K… i H… już wiedzieliśmy, że to wrócił nasz bohaterski desant! Musieli dostać masę postrzałów, bo bezzwłocznie wdrapali się po schodach do swoich sypialni, leczyć rany.
Kiedy wchodziliśmy na górę do swoich łóżek, zostawiłem im przy drzwiach po chmielowej kroplówce na rano. Jeszcze pospadają ze schodów, szukając ratunku po ciężkich, nocnych walkach i nalotach na muszlę.

*

Jak to w polskiej rodzinie – znikąd pomocy. Ci, co mają - mają, bo są egoistami lub sknerami. Ci, co nie mają, nie mają jak pomóc. No więc pcham ten nienaoliwiony wózek sam. Choć w tej chwili sprowadza się to do dźwigania reklamówek do LIDER PRICE pustych, a z powrotem pełnych, jak starczy kasy. Żeby dojść do sklepu, muszę przedrałować przez centrum miasta.

Wchodzę do sklepu. Najważniejsze na koniec – ziemniaki, – bo ciężkie…A teraz drobiazgi; olej do pieczenia, cukier, pseudo kawa, teraz pseudo – nutella (dla  Niuni), pasztet o smaku niby-mięsnym ( ze świeżo mielonej łąki z żyjątkami), dwufunkcyjne pomidory, (jako pseudo-pomidory, lub jako narzędzie zaczepne do wybijania okien), 15 lizaków po 10 groszy. One również spełniają wiele funkcji; na liście są zapisane, jako słodycze, więc punkt odfajkowany. Prócz tego trzeba się zdrowo nalizać, by coś z nich zlizać …a więc dają dziecku zajęcie a nam więcej spokoju. I cały czas jest szansa, że na jakiś czas zlepią buzię, więc przez chwilę nie będzie narzekań.

Że też  Hellenka  nie lubi lizaków…
Dalej, zerkam na listę; chlebek? Nie, dobrze napisane. Chlebek, bo jest niewiele większy od kajzerki. A wagowo wręcz taki sam. Teraz mleko. Przepraszam, pseudo – mleko. A dokładniej; woda do płukania krowich cycków, zapakowana w kolorowy kartonik. Jajka. Hmmm. Chciałbym napisać, że to dopiero są jaja! Ale żeby nie skłamać, muszę napisać, że to dopiero miały być jaja… Wyglądają, jakby ktoś łapał tą biedną kurę za szyję i wyciskał z niej te jajka, jak wodę z ręcznika. Co dalej? Warzywa. No tak, wydaje mi się czasem, że mniej chemii mają w sobie te plastikowe, ozdobne. A na pewno łatwiej je odróżnić smakowo. I tak sobie wesoło robię zakupy, co jakiś czas śmiejąc się z tego co widzę, aż ludzie zaczynają mnie dyskretnie omijać . 
Okazuje się, że już przekroczyłem budżet na inwestycje w tej delegacji…Pozostaje mi odłożyć pączka, którego sam przed sobą ukryłem w koszyku, by choć troszkę ucieszyć
Hellenkę…

Aby nie było tak oczywistego obciachu w drodze do domu, wyciągam zza pazuchy cztery reklamówki ze starych dobrych czasów; New Yorker, choć już lekko poklejona taśmą, ale tak, że nie widać dziur. Dwa razy Aldik, bo to wtedy był atrybut polskiego turysty. I Real, na której flamastrem dopisałem MADRYT…

Teraz tak; Aldiki do środka, prawa zakrywająca – Real, a od zawietrznej, ( czyli od strony przechodniów) New Yorker…Teraz jak będę zasuwał do domu, prawą burtą będę trzymał się blisko ścian, dzięki czemu widoczna będzie głownie ta pokazowa reklamówka z New Yorkera.

*

Z Mariuszem nigdy nie było kłopotu. Cichy, spokojny. Popracował osiem miesięcy. Sympatyczny, pracowity. Zarobił ile brakowało mu do rachunku i postanowił, że wraca.Tęsknota. 
Natomiast Tosiak , to już typowy przypadek polskiego emigranta. Podczas rozmowy telefonicznej wygadany, cieśla z dziada pradziada. Potrafi zrobić dach z paczki zapałek i kostki drożdży. Ideał. Pierwsze dni pracy u Seana potwierdziły, że w pracy radzi sobie. Szybko nauczył się różnic w ciesielce polskiej i irlandzkiej. I wtedy się zaczęło odsłanianie prawdziwej twarzy. 
Twarzy alkoholika. 
Zaczęło się jak u Tuwima. Najpierw powoli, jak żółw ociężale. 
Dwa piwka nie przeszkodzą mi wcale.
Nagle – świst
Nagle – gwizd 
Seta 
 buch 

Flaszka – w ruch 
Już ledwo sapie 
Już ledwo zipie,
A jeszcze Tosiak wódeczkę chlipie. 
I znów świst 
I znów gwizd 
Pusta flaszka – buch 
Tosiak  – w ruch
A dokąd, a dokąd, a dokąd tak gna?
Do sklepu, do sklepu, by zdążyć na czas.
I już Tosiak wraca i sapie.
Idzie i sapie, dyszy i dmucha 
Żar z rozgrzanego mu brzucha bucha. 
Torby do niego podoczepiane, 
A w każdej flaszka i piwo zagrzane. 
Tych toreb jest ze czterdzieści, 
Sam Tosiak nie wie, co się w nich mieści. 
I choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów 
I każdy nie wiem jak się natężał, 
Nikt ich nie wyrwie – tak mocno trzyma. 

*

Józek już prawie kończył, kiedy zadzwonił dzwonek przy drzwiach. No, przecież tak nie polecę z utytłanymi rękami. Może Jurek nie śpi. 
- Ding-dong.
Jurek, śpisz? –Krzyknął, choć bez większej wiary. 
- Ding-dong, Ding-dong! – Dzwonek był coraz bardziej natarczywy. 
- Cholera. Na co dzień tutaj ludzi jak mrówków, ale jak co trzeba, to nie ma nikogo. - Rzucił kotlety na deskę, a sam z nożem w ręce, ruszył w stronę wejścia. 
Przekręcił zamek i łokciem otworzył drzwi tak, że ręką z nożem trzymał klamkę. Udało mu się jakoś wyjrzeć. 
Zbaraniał. Przed drzwiami stało dwóch Gardziarzy ( policjantów). Spojrzeli na niego, na siebie. Wyglądało to tak, jakby nie wiedzieli jak zacząć. 
- Ortr Lajbek? YES? - Zapytał ten wyższy 
Artur Łybek.– Poprawił ich. – JEST .– Potwierdził. 
- Ju will goł łyt as! ( Pójdziesz z nami! ) – Powiedzieli i ten niższy już się zbierał, żeby złapać Józka za rękę i założyć mu kajdanki. Józek, kiedy to zobaczył zgłupiał całkiem. Chciał wytłumaczyć, że Artur jest, ale na górze. Uciekł, więc z ręką. Otworzył drzwi szerzej, żeby im pokazać schody. Tylko że te schody wskazał im ręką, w której trzymał nóż!!! 
W oczach irlandzkich policjantów widać było przez moment zaskoczenie, ale ten wyższy w momencie zrobił szybki krok do przodu, złapał Józka za nadgarstek dłoni z nożem, kiedy ten próbował im pokazać schody. 
Dalej poszło łatwo. Fachowe wykręcenie ręki, Józek pada na podłogę, obaj policjanci siadają na niego. Mimo tego, że Józek stara się coś wytłumaczyć, Gardziarze zakładają mu kajdanki i wyprowadzają czym prędzej do radiowozu, pozwalając mu nosem zbadać gładkość asfaltu. 
Prawdziwy Artur , słysząc hałas wygląda z łazienki, ale kiedy dostrzega , co się dzieje , czem prędzej przymyka drzwi i obserwuje sytuację przez szparę . 
Janek śpi w najlepsze. Granatów nikt nie rzucał, więc czemu miałby się obudzić? 
Józek, zapakowany do radiowozu i obezwładniony, stara się coś wytłumaczyć. 
- Artur w kiblu! – Krzyczy biedny Józio.
- Artur Kill ju? ( Artur was zabić?) – Powtórzył jeden z Gardziarzy. – Dats paniszybl triit. ( To jest groźba karalna ) – Ucieszyli się, mając nowy zarzut . 
- Nie wiem co wy mówicie, ale to jest pomyłka! – Już nie wie, co ma powiedzieć, jak się wytłumaczyć.. Oni jednak zrozumieli, że ich obraża.
- Ju ar „ pomylka”. ( Ty jesteś „pomyłka”) – Odpowiedzieli mu zadowoleni z wzorowo przeprowadzonej akcji i uśmiechnęli się do siebie. 

*

I wtedy usłyszałem, że otwierają się drzwi zewnętrzne w kuchni. Tak, jakby ktoś chciał wejść bezszelestnie. Arturek siedzi, więc to musi być któryś z polskich „bohaterów na emigracji”! 
Ruszyłem z salonu do kuchni, też bezszelestnie. Przez szparę we framudze zobaczyłem Wojtek, jak porusza się niezdarnie po kuchni, walcząc z wielkim sztormem w głowie. Obijając się o szafki i stół, stara się postawić reklamówkę na stole. Udało się. Po jego twarzy przebiegł grymas triumfu. Teraz stanął szerzej na nogach, wyciągnął przed siebie rękę, starając się trafić nią do reklamówki.
Pierwsze próba nie powiodła się. Dostał jakiś silny wiatr od prawej burty i ledwie zdążył złapać się krzesła, nie dając się powalić sztormowi. 
Tłumiąc śmiech, choć nie ukrywając się już tak bardzo, obserwuję jego kolejną próbę. Nie ma ryzyka, że zauważy mnie, będąc w tym stanie.
Nogi szeroko, ręka przed siebie, obranie celu i start. 
Jest! Ręka w reklamówce! Pełen sukces! Pomerdał chwilę dłonią w środku i po wyrazie szczęścia na jego twarzy było widać, że coś złapał. Po chwili na końcu ręki wysuniętej bardzo delikatnie z reklamówki ukazało się wspaniałe trofeum. Browarek w puszce! 
Mniam, mniam,  Wojtusiowi pociekła ślinka… Spojrzał, gdzie w tej chwili znajduje się jego druga ręka.
Jak mistrz Joda, siłą woli nakazał jej sięgnąć do zawleczki w puszce i pociągnąć.
- Psssst!!! – Usłyszałem odgłos uszczęśliwiający każdego prawdziwego faceta. 
W tej chwili, choć serce mi się krajało, wkroczyłem do akcji. 
Atakiem uprzedzającym przejąłem puszkę w ostatniej fazie lotu. Spragniony język  Wojtusia już szukał otworku w puszce. 
Niestety, nie znalazł! Po paru sekundach kompletnej dezorientacji, informacja ta dotarła do jego szarej komórki. Zamglone szczęściem oczy nagle zaczęły szukać kształtu przedmiotu, z którym utraciły kontakt.
„Gdzie jest puszka” – krzyczały. I wtedy trafiły na mnie, po czym na trzymaną przeze mnie puszkę. 
Rozgoryczenie, jakie zobaczyłem w jego oczach było tak wielkie, że jeszcze chyba takiego nie widziałem …
- O! Hiiier..Hiiieeeronm! – Wydusił z siebie. W tym momencie rękę, którą wciąż trzymał przy ustach, opuścił wzdłuż tułowia. Głowa opadła mu tak, że brodą dotykał klatkę piersiową. Teraz to już wyglądał tak, że nawet kot ze „Shreka” przy nim wymiękł.
- Cześć, Wojtek – Przywitałem się – znów się nadziabałeś – stwierdziłem fakt. – Jak ty jutro do pracy pójdziesz?
- Pójdę, pójdę – powiedział bezwiednie. A sztorm znów nim zakołysał. 
- Ostatnie dzisiaj – powiedziałem, oddając mu piwko. A na jego twarzy pojawił się wyraz bezgranicznego szczęścia, jakie potrafią okazywać tylko małe dzieci…No i Wojtek , jak widać! 
Wojtek, Wojtek. 50 Lat. Zwyciężył …
Alkohol go zwyciężył.
*

 Nagrody

Pocztówka 1                                        Pocztówka 2

   

Pocztówka 3                                     Pocztówka 4

   Pocztówka 5                                    Pocztówka 6

  

 Breloczek do kluczy; wybierz numer

Breloczki wykonane przeze mnie z drewna lub drewna i tworzywa.   

       

 Lampion; wybierz numer i wielkość (10 cm lub 18 cm)

Lampiony wykonane z drewna egzotycznego.     

            

            

Szachy drewniane; wybierz numer

             

            

            

            

            

            

            

            

              

 Znalezione obrazy dla zapytania logo facebookhttps://www.facebook.com/KOMORNIKczyli-śmieszna-opowieść-o-emigracji-1820287504962830/?ref=aymt_homepage_panel

         

            English version                 

                                  " Bailif, or funny story about emigration"

                                               About the book

This is project crowdfunding.

The aim of this project is to print THE BOOK, written by me . This is a book about the Polish economic emigration. The Irish travel to work in Australia, the Dutch travel all over the world. We are in your country. How are we feeling here? Is there any normal poles? Because in my book is many exotic characters. Is each Pole an alcoholic or attacker? Saying no, but better check it out.

 This book is like a good party. You just don’t have a headache. It is a biographic comedy about polish emigrant, with criminal plot.

While you will read it, you will laugh and cry. Sometimes together.

Despite playful style, this book is not a joke!

It’s about what kind of we are, we, Polish. About our good sides, about the things we would like to hide. Funny and sadly. Seriously and playful.

Laugh at ourselves because the others will laugh at as…

Reading this book you every now and then you will find there a piece of you, and all neighbour. This is not only a tale about emigration. It’s about the human’s life as well. Somebody who from idealist becomes realist. About adolescence, changing how we see the world. About all and everything.

Quite so! What is all of it for? Read it. You will find the answer.

There is none writer like that in the market. Discover him for poky few euros…No kidding, you’ll spend more for a beer …

You can watch the character, fighting versus life. Ones on the top, other time down under. And the weight above. Will he run away? Check it out!!!

I am warning you! Everybody, who will start reading it, is exposed for absenteeism from work, sleeplessness through all the time of reading.

Before you’ll start reading, fill your belly full and have two buckets of water with you. One for drinking and second for cooling the emotions.        

                                           Order of events

 At present, as the bricklayer would say, I am doing finishing works. Till the end of the year all will be done.

Week after successfully completed project I am sending out all e-books.

If we’ll collect the required amount, the book will go through the professional hands and print out.

Hot and fresh book I am packing in envelops and sending to all of you.

                                                       Budget

8000 zł – ( 2000 euro ) – preparation and print,
1000 zł – ( 250 euro ) – gifts and extra costs,
600 zł – ( 150 euro ) – commission for PP,
400 zł – ( 100 euro ) – champagne and appetizer to celebration the victory!

                                                       Levels

I don’t like to talk about levels, because it’s easy to fall down. But I own you some informations.

8000 PLN ( 2000 euro ) – main level

10000 PLN ( 2500 euro ) – hardcover

12000 PLN ( 3000 euro ) – I am making 2 extra movies – skits written by me ( waiting in the drawer ) and sending for free to all supporting the project minimum 40 pln ( 10 euro ).

15000 PLN ( 3750 euro ) – this level I’ll  open, if the first one will be passed.

20000 PLN ( 5000 euro ) - translation to english.

 IF THE FIRST LEVEL WILL NOT BE ACHIEVED, ALL DONATIONS ARE SENT BACK .                            

                                  How to buy a book?

Everyone who likes my book and want to have it, can support my project. On the right side you can see what you can get for your support. You can have a book , or any other prize, for example; postcard, chess etc. (  see "NAGRODY" -Prizes ).

All amounts are in Polish Złoty ( divide by 4 to get it in euro )

The book is available in many options. 

Choose the prize first .. On photos is shown part of it. All prizes , including book , are listed on right side of page. You can pick as many as you want.

You can be forever the part of a book. You can choose the name for one of good or bad characters. You can be Polish alcoholic or Irish Garda Officer.  ( see “nagrody” – PRIZES on right side ).

How can You pay ?

Probably you don’t have an account in Polish bank.

There is two options You will feel comfortable and 100 % SAVE with.

SEPA or PAY PAL.

PayPal ;

1. You are on the page of my project. On the right side there is a list of awards for supporting.

2. Pick the amount of support. Click double on this frame. It will turn green.You can pick more then one price, if You want.

3. Then click the frame “ WESPRZYJ PROJEKT” ( SUPPORT PROJECT ) .

4. You will see the description of selected award. And next right there is amount in total , in polish zloty. Down under there is GREEN button “DALEJ” ( CONTINUE )      

5. Tick PAY PAL  –the payment method .

6. Go down on page and press the green button “ZAPŁAC” ( PAY ) .

7. You will se the information about 8% charge by PAY PAL system. Press OK to continue.

8. You are redirected to “ transferuj.pl” , agent of PayPal. You can log in, iff you have account with, or fill the shown form.

9. Press “Agree and Continue .

10. Thank you very much for your support. Have a good time with my book.

SEPA

1. You are on the page of my project. On the right side there is a list of prizes for supporting.

2. Pick the amount of support. Click double on this frame. It will turn green.

3. Then click the frame “ WESPRZYJ PROJEKT” ( SUPPORT PROJECT ) .

4. You will see the description of selected award . And next right there is amount in total , in polish zloty. Down under there is GREEN button “DALEJ”.( CONTINUE )       

5. Tick SEPA –the payment method .

6. Go down on page and press the green button “ZAPŁAC” ( PAY ) .

7. You will see bank details . That is the account you can transfer the amount from your bank account to polish bank , It will go to POLAK POTRAFI account.

You can pick more then one prize , and pay the balance. You dont need to pay each one separate.

 

Thank You very much for all donations.